Reklama

wszystkie artykuły z działu >> AKTUALNOŚCI
<POWRÓT
22 lutego 2015
wszystkie artykuły z działu >> AKTUALNOŚCI

Zdzisław Sobierajski. Jak zostać dizajnerskim frajerem?

Pięć sposobów jak na dizajnie zarobić

Przepis  1 – Robimy „Targi Dizajnu Polskiego”.

Obserwując kariery młodych absolwentów akademii, zwróciłem uwagę na pewien stereotyp w zachowaniach młodych absolwentów polskich szkół artystycznych, które kształcą dizajnerki i dizajnerów produktów. Mam wrażenie, że ten stereotyp wynoszą bezpośrednio ze szkoły. Objawia się on bardzo silnym skoncentrowaniem na fizycznym przedmiocie swojej twórczości, połączonym z kompletną beztroską i brakiem refleksji nad biznesową stroną takiej działalności. 

Odwiedzając różne imprezy promujące polski dizajn, oprócz młodych absolwentów, spotkałem tam ludzi po trzydziestce, którzy pomimo kilkunastu lat niepowodzeń finansowych, dzielnie trwają w postanowieniu i w kółko powtarzają te same błędy. Są to rękodzielnicy, którzy wybrali bardzo popularną w środowisku polskich dizajnerów ścieżkę rozwoju zawodowego. Polega ona na samodzielnym wytwarzaniu autorskich, dizajnerskich dzieł. Te dzieła, próbują potem różnymi sposobami umieścić na rynku, by często bezskutecznie, spieniężyć efekty swojej dizajnerskiej działalności.

Dizajn, to jest twórczość i sztuka użytkowa!

Gdy rozmawiałem z właścicielami wzorcowni, którzy pośredniczą w handlu i utrzymują schowroomy z dizajnerskimi produktami dowiedziałem się, że z nielicznymi wyjątkami, polskich dizajnerów łączy jedna wspólna cecha. Po sprzedaży pierwszego produktu, dizajnerzy nie potrafią dostarczyć drugiego egzemplarza na czas. A jeśli dostarczą, to często jakość wykonania repliki, znacznie odbiega od oferowanego oryginału. Właściciele wzorcowni mają z tym kłopot, bo ich wysiłek włożony w promowanie takiego dizajnera, nie może zostać skomercjalizowany, a wysokie ryzyko reklamacji, skłania ich do rezygnacji ze współpracy z takim dostawcą.

Ponieważ ten schemat jest zjawiskiem dość powszechnym, zastanawiam się czy w opinii niektórych dizajerów dizajn jest sztuką, tylko dlatego, że objawia się w postaci jednej sztuki wytworzonego wyrobu?

Praktyka polskiego rynku pokazuje, że dizajnerzy bardzo rzadko mają zaplecze wykonawcze pozwalające im na efektywną komercjalizację ich autorskich projektów i produktów. Może powinni poszukać inwestorów, którzy pomogą im komercjalizować ich wysiłek twórczy?

Polskie Zosie Samosie – czyli, najlepiej wypromuję się sam.

Duża część absolwentów polskich uczelni artystycznych wybiera drogę auto promocji i samodzielnej dystrybucji swoich wyrobów. Jest na polskim rynku kilka firm które w ten sposób funkcjonują. Każdy pasjonat polskiego dizajnu zna marki Kafti, PufBuf, Vzór, Zięta Prozessdesign czy Malafor. Właściciele tych firm potrafili wypracować sobie markę. Czasem wspierają się dystrybucją cudzych produktów. Ale oprócz tych nielicznych, znanych marek, na rynku funkcjonuje kilka tysięcy zupełnie nieznanych dizajnerów. Co roku kilka setek dizajnerów - absolwentów zasila ten rynek. Jak zarobić na ich twórczości?

Targi „Dizajnu Polskiego”.

Często bywam na różnych imprezach targowych w Poznaniu, Krakowie, Dusseldorfie, Bazylei, we Frankfurcie. Wszystkie te imprezy mają kilka wspólnych cech które warto podkreślić.

Zawsze jest katalog wystawców. Są seminaria i spotkania biznesowe. Jest medialna promocja wystawców. Jest baza danych. Jest kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy ludzi odwiedzających te targi. Ci ludzie kupili bilety i nie przyszli tam po to by oglądać ładne przedmioty. Przyszli robić biznes. Zaglądając na stronę www targów w Duisseldorfie czy Frankfurcie, widzę historię targów i wystawców. Mam bezpośrednie linki do ich stron www. Mam dostęp do katalogu produktów i wystawców.

Takie normalne Targi, mają bardzo istotną właściwość. Zanim tam pojadę, wiem kogo tam spotkam. Poprzez stronę www Targów, mogę dokładnie zaplanować swoja marszrutę. To wymaga pewnego wysiłku organizacyjnego, więc stoiska na tych targach kosztują. Tyle, że te wydatki przynoszą wymierne korzyści biznesowe. Organizatorzy traktują to jak swoją powinność wobec ludzi, którzy opłacili swój udział. Targi mają służyć nawiązaniu kontaktów biznesowych. Przedsiębiorcy potrafią liczyć pieniądze i wiedzą kiedy im się inwestycja w targi opłaca, a kiedy nie. Wybierają tylko te imprezy, które są skuteczne. Ale czy polscy rękodzielnicy - dizajnerzy, sami produkujący swoje projekty są przedsiębiorcami? Widzę dużą grupę początkujących polskich dizajnerów, którzy tego jeszcze nie wiedzą.

Jak zarobić na ich niewiedzy?

Projekt jest bardzo prosty i całkiem dochodowy. Wystarczy zrobić „Targi Polskiego Dizajnu”. Nawet jeśli to będzie kompletna amatorszczyzna, bez żadnego skutku promocyjnego, to zawsze znajdzie się kilkunastu lub kilkudziesięciu chętnych, którzy to kupią i zapłacą kilka setek PLN za kilka metrów kwadratowych miejsca. Ważne, by miejsce na „Targi Polskiego Dizajnu” wynająć za grosze albo dostać za darmo.

Jak zostać dizajnerskim frajerem?

Targi polskiego dizajnu objawiają się często w postaci naprędce zorganizowanego bazarku, w którym za kilkaset złotych wpłaconych organizatorom, może uczestniczyć każdy kto zechce. Stoisko wybitnego artysty, rękodzielnika oferującego piękne unikaty, może zostać usytuowane obok stoiska oferującego Kicz Dizajn, lub gościa sprzedającego kiełbaski albo watę cukrową. I nie pytajcie przy którym stoisku będzie kolejka.

Organizatorzy nie wydadzą żadnego katalogu, który poniesie w Świat informacje o wyrobach wybitnych wystawców. Nie zrobią strony www z bazą danych wystawców. Nie zrobią  promocji uczestników. Nie przygotują informacji prasowych. Nie zaproszą mediów. Nie zrobią nic.

Ale wezmą po parę setek od wystawców. Ale za co? Zwykle napiszą na Fejsbuku informację promującą Targi Dizajnu (ale nie wystawców), jako wspaniałe wydarzenie. Dostarczą ludzkości do poczytania piękny słowotok marketingowych frazesów napisany przez samych organizatorów. Upublicznią medialny i biznesowy KIT wciskany kolejnym uczestnikom. Najbardziej zaradni organizatorzy Targów Polskiego Dizajnu, oprócz kasy od naiwnych uczestników, załatwią również dotacje od sponsorów oraz instytucji patronackich. To jest polski, skuteczny „Wystawienniczy Dizajn Zaradny”.  Dzieje się obok nas i wszyscy go akceptujemy. Chodzimy na te imprezy. Oglądamy. Ale niewiele kupujemy.

Od strony uczestników taka impreza również wygląda dobrze. Przecież za kilka wydanych setek PLN uczestnicy Polskich Targów Dizajnu kupują sobie sen o wielkości i o potencjalnie możliwych możliwościach.

Potencjalne możliwości - to jest towar sprzedawany przez organizatorów takich targów. Towar, którego nigdy nie zabraknie. Frajerów nie trzeba siać. Sami codziennie kiełkują. A swoją drogą, to facet w moim wieku, „potencjalnie” mógłby mieć dziesięć kochanek. W praktyce to się nigdy nie zdarza.

Co naprawdę kupują uczestnicy takich „Polskich Targów Dyzajnu” organizowanych w postaci ad hoc skręconych  bazarków?

W moich obserwacjach, opłacona za niewielkie pieniądze przestrzeń wystawiennicza zwykle służy organizatorom tylko do tego, by zwabić kolejną rzeszę frajerów. Stare rudery, alejki w parkach, „dizajnerskie”, postindustrialne hale po zbankrutowanym przemyśle, to jest naturalny anturaż Polskich Tarów Dizajnu. Frekwencję załatwi nagonka na Fejsbuku.

Zwykle przyjdzie na takie targi grono wiernych wielbicieli dizajnu, którzy nic nie kupią, lub kilku znawców dizajnu, którzy też nic nie kupią.  Jak będzie ładna pogoda, to przyjdą rodziny z dziećmi, by maluchy mogły sobie polepić coś z gliny albo powycinać z papieru na stanowisku promującym Eko Design. Czasem odwiedzający kupią dizajnerską watę cukrową lub dizajnerską kiełbaskę.

Ale czy coś kupią od tych wystawców, którzy zapłacili za stoisko, by w zamian od organizatorów dostać 4 metry kwadratowe miejsca na promocję swoich marzeń?

Jak zarobić na targowym dizajnowaniu?

Co roku, kilka setek absolwentów katedr wzornictwa, projektowania produktu, komunikacji, grafiki opuszcza mury polskich uczelni. Jakie mają wybory? Jakie mają szanse? Jakie podejmą decyzje?

Jeżeli raz Fast Food nazwiemy restauracją, to jak potem nazwiemy lokal, w którym w eleganckim i szykownym otoczeniu, możemy zjeść pyszny obiad w zacnym towarzystwie?

Jeżeli „bazarek  dizajnu” nazwiemy „Targami Dizajnu”, to nie wymagajmy, by udział w takim „bazarku dizajnu” wzmacniał szanse nasze na rynku. Bazar to bazar, a targi to targi. Traktujmy ten wydatek jedynie jako „frycowe” niezbędne do zapłacenia, by się nauczyć, że nie warto jeść byle czego i nie warto płacić za byle co, tylko po to by pokazywać się byle jak i byle gdzie.

Są jednak bardzo wymierne pożytki z uczestnictwa w takich „Targach Polskiego Dizajnu”. Płacąc „frycowe”, dowiemy się, że fakt pokazania się na dizajnerskim bazarku, nie spowoduje istotnego przychodu i nie przyniesie rentownych zamówień. Poniesiemy tylko koszty, na których zarobią organizatorzy dyzajnerskich bazarków, perfekcyjnie zaprojektowanych dla „frajerów dizajnu”. Taki jest Polisz Sewis Dizajn!!! Jak jest potrzeba to będzie oferta. Sorry, taki mamy rynek.

Ale, zamiast płacić „po kilka setek od frajera” organizatorom „Polskich Targów Dizajnu” zróbmy lepiej społeczne spółdzielnie, które zorganizują wspólny wyjazd na normalne targi. Targi na których robi się biznes, podpisuje kontrakty i zbiera zamówienia.

Tym bardziej, że takie firmy jak warszawski oddział Messe Frankfurt, na większości imprez targowych związanych z wystrojem wnętrz, udostępniają za darmo stoiska dla „młodych  zdolnych”. To się nazywa „Strefa Talents”. Wystawców kosztuje tylko podróż i hotel. Miejsce wystawiennicze mają udostępnione przez Targi za darmo.

Zróbmy spółdzielnie dizajnerów, które wynajmą wspólną powierzchnię wystawienniczą na normalnych, europejskich targach, gdzie przyjdą biznesowi klienci, dystrybutorzy, managerowie sieci handlowych. Klienci dla projektantów i nabywcy polskiego dizajnu produktowego.

Ale jeśli nie potrafimy wyprodukować dziesięciu, stu lub tysiąca egzemplarzy naszego dizajnerskiego produktu, idźmy lepiej kopać rowy. 

Design Obliege.

Dizajn, wdrożenie i  produkcja produktu, to nie jest radosna twórczość, tylko ciężka praca. Tu nie ma miejsca dla amatorów. Nawet takie Targi jak Frankfurt Messe nam nie pomogą, jeśli sami nie będziemy potrafili zrealizować zamówienia naszego zleceniodawcy. A tam potrafi przyjść klient który zamówi 10 tysięcy sztuk. (I to tylko w pierwszej transzy na… „za miesiąc”).

Jeżeli Państwo macie swoje doświadczenia - zapraszam do kontaku: biuro@sobierajski.pl

autor: Zdzisław Sobierajski

fot. Piotr Szałański  http://piotrszalanski.pl/

___________________________

Zdzisław Sobierajski - jest przedsiębiorcą z 25 letnim stażem. Od czterech lat prowadzi program stażowy dla młodych projektantów www.polyester-design.com. Pracuje z projektantami i przemysłem tworząc zespoły projektowo - wdrożeniowe. Produkty opracowane pod jego kierunkiem trzykrotnie zdobyły tytuł Rad Dot winner oraz zyskały nominacje do German Design Award. Kapituła Design Alive Awards przyznała mu wyróżnienie w kategorii Strateg 2012 roku, za traktowanie wiedzy o designie jako integralnego elementu rozwoju produktu. W marcu 2013, z rekomendacji Urzędu Patentowego RP został wyróżniony przez World Intellectual Property Organization nagrodą WIPO Award for Innovative Enterprises. W grudniu 2013 odebrał wyróżnienie w konkursie Design Management Europe Award.

www.sobierajski.pl

 

 

wizytówki

1 | 2

Komentarze:

loading
Czesław, i pozostali dizajnerzy, którzy doświadczyli skutków "Polish design creation possibilities". Proszę, napiszcie do mnie na priv. Nie obiecuję, że naprawię ten Świat. Ale mogę obiecać, że pomogę kolejnym pokoleniom polskich projektantów, zrozumieć jaki ten nasz "Polski Świat Dizajnu" jest. Jestem, głęboko przekonany że: W dizajnie „Nie chodzi o to, żeby coś zaprojektować. Chodzi przede wszystkim o to, żeby zrozumieć mechanizm tworzenia i używania świata” – prof. Michael Fleischer.
skomentowany przez    Zdzisław Sobierajski    13 wrzesień 2014, 02:26 obserwuj post
Może, nie powinniśmy się godzić na "dyktaturę bylejakości", zaczynając już od szkolnictwa na poziomie podstawowym, a kończąc na wymaganiach w stosunku do firm i instytucji które promują "polski dizajn" i polskich dizajnerów. W biznesie jest tak, że jak masz kiepski produkt, to nie przetrwasz na rynku. Ta zasada jednak nie dotyczy tych biznesów, które obsługują polski sektor kreatywny. Godzimy się na to. Na Fesbuku bezwiednie lajkujemy chłamiaste "Faszon Dejs" albo "Targi Dizajnu" A kiedy zaczniemy WYMAGAĆ? Na targach "WyróbKup" (Warsaw Design Days - Soho Faktory bydynek 16) by mieć prąd na stoisku, wystawca musi przynieść swój przedłużacz.
skomentowany przez    Zdzisław Sobierajski    12 wrzesień 2014, 22:56 obserwuj post
Szesc lat temu obronilem dyplom na Formach. Z perspektywy czasu stwierdzam, ze start po studiach byl calkiem udany- dyplom pokazalem na jednym z opisywanych "Targow" w Warszawie. Mimo niesmaku jaki wywolalo rozdrobnienie organizatorow ( od filcowych pomponikow na stoisku jednego z szolrumow ), otrzymalem nagrode. Dalej potoczylo sie jeszcze ciekawiej, kolejna nagroda w Niemczech, zaproszenia na wystawy. Zalozylem wlasna dzialalnosc i tu starlem sie z brutalna prawda o polskiej scenie... produkcji. Niestety, nie mialem szczescia do uczciwych zleceniodawcow. Postanowilem na produkcje na wlasna reke, ale i tu ze swieca bylo szukac. A to umowy nie chce podpisac, a to dostarczy spartaczony naklad na dzien przed Targami w Niemczech. Efektem tego byla utrata klienta. Kazdy naklad finansowalem sam, dlatego tez wszystko tak sie rozwlekalo w czasie. Na znalezienie uczciwego a zarazem rzetelnego producenta poswiecilem piec lat. Udalo sie, otrzymalem upragniony, dobrej jakosci produkt, coz z tego, o piec lat za pozno. Z nadzieja na lepsze wyjechalem z kraju. I na nadzieii musialo sie to skonczyc, poniewaz tutejsza rzeczywistosc pokazala mi jak malo umiem, pokazala, ze nie nalezy przekladac rzeczywistosci polskiej na zagraniczna, ze uczelnie nie ksztalca na wystarczajcym poziomie, ze producenci to tepe kiepy ( pardon, oczywiscie zdarzaja sie wyjatki ) a odbiorca/ konsument w Polsce edukowany jest przez tandentne czasopisma, gdzie artykuly pisane sa przez niekompetentne, czesto nieslowne i niemile dziennikarki. Jednym slowem polskie projektowanie w wiekszosci grajdolem stoi i niestety i mi sloma z butow wychodzi.
skomentowany przez    Czeslaw    12 wrzesień 2014, 20:40 obserwuj post
Może te targi choć przypominają bardziej pchle targi (Ale uwaga! Poniżej są komentarze, że zdjęcia artykułu pokazują tak naprawdę inne imprezy, a nie nieszczęsne "targi polskiego dizajnu") dają możliwość zobaczenia innych mebli, lamp, obiektów... niż masowa produkcja typu Bodzio Meble, tak podziwiana przez autora. By coś się dało sprzedać w tysiącach egzemplarzy musi być najpierw na to zapotrzebowanie. By było zapotrzebowanie na rzeczy dobrze zaprojektowane i wykonane, ale nietypowe, świeże, niełatwe bo nieschlebiające masowym gustom, trzeba wpierw pokazywać te nowe wzory i je promować. Może rodzaj takiej partyzantki "dizajnerskiej" przeciera szlaki lub oczy. I może doczekamy się z czasem kultury odbiorcy podobnej Skandynawom czy Włochom.
skomentowany przez    projektant    11 wrzesień 2014, 21:08 obserwuj post
najmocniej zapamietane wspomnienie z czerwcowych WZORÓW - woda niegazowana mała - 6,00 zł.
skomentowany przez    Janusz    11 wrzesień 2014, 19:11 obserwuj post
Zawód dizajnera czy projektanta czy twórcy produktów jest jednym z najpiękniejszych profesji na świecie. Ludzie którzy projektują mają w czasie kariery zawodowej kontakt s setkami i tysiącami ciekawych i nietuzinkowych ludzi. Uczą się przy każdej kolejnej robocie nowych rzeczy. Projektant funkcjonuje na pograniczu etnologi, technologi, socjologi, finansów, komunikacji. Tylko, że pierwszym projektem który dobrze było by zrobić jeszcze na studiach, jest projekt własnej kariery zawodowej po nich. Taki projekt pozwoli korzystać z okazji i nawiązywać współprace z ludźmi, którzy wesprą projektanta. Dizajner samotny jest petentem który szuka pracy. Ale ten, który obstawi się jak płotem współpracownikami i kooperantami może zaprojektować i wyprodukować wszystko. Dizajner może w barterze wnieść do takich firm bardzo wiele. Właścicielom taka współpraca się też opłaca. Taki projektant rozumie technologie i potrafi rozmawiać z ludźmi z przemysłu językiem przemysłu. Projektowanie swojej kariery poprzez realizacje działań w których tylko wykorzystuję kiepską sytuację innych projektantów organizując dla nich mierne niby "Targi" jest po prostu nieetyczne. Sprzedać kit, to czyste cwaniactwo jest. Uczestnicy tych pseudo targów nie zasłużyli na takie traktowanie. A panu "Projektantowi" chciałem odpowiedzieć, że meble Bodzio to jedyne na rynku meble produkowane ze 100% powierzchni płyt. Nie ma żadnych obrzynów. Bodzio nie wyrzuca surowca w postaci śmieci. Taki Dizajn! Które z tych "dizajnerskich' konstrukcji nie generują żadnych odpadów?
skomentowany przez    Zdzisław Sobierajski    11 wrzesień 2014, 18:23 obserwuj post
Niektóre komentarze pod artykułem tylko udowadniają, ze ma Pan niestety rację. "Jestem "dizajnerem" więc powinna stać pod moimi drzwiami kolejka przedsiębiorców, chcących wypuścić na rynek mój produkt, a jeśli nie, to wypunktuję wiele trudności, z którymi muszę się zmierzyć, z powodu których jestem nadal w obecnym miejscu". Nikt nikomu nie każe być człowiekiem renesansu i wszystko wykonywać samodzielnie. I nikt normalny nie oczekuje chyba, że jego pierwszy projekt trafi na taśmę w ilości miliona sztuk. Jednym z podstawowych elementów kształcenia projektanta jest jego edukacja w zakresie prowadzenia swojej działalności na specyficznym rynku, choć być może u nas się to tak nie odbywa. Inicjatywę popieram. A niektórym polecam prześledzenie sylwetek ludzi, którzy w branży odnieśli sukces.
skomentowany przez    Abek    11 wrzesień 2014, 17:06 obserwuj post
Projektant, nie "dizajner" (potworek językowy wyjątkowy) uczy się projektowania i z reguły nie jest przedsiębiorcą, producentem, dostawcą czy "ownerem showroomu" :) Jeśli ma to szczęście, że znajdzie wykonawcę prototypu, to może sprawdzić jak jego pomysł funkcjonuje w rzeczywistości, czy nadal jest z niego zadowolony i czy chciałby jego produkcji masowej lub by pozostał unikatem. Produkcja i to na skalę dziesiątków tysięcy nie jest jego zadaniem, a już na pewno nie dla świeżego absolwenta. Może uznany projektant, gwiazda z nagrodami i wieloma realizacjami, jest w stanie w ciągu paru tygodni wdrożyć swój wzór do przemysłowej produkcji. Autor myli różne pojęcia, zadania, role i zawody. Zaplecze wykonawcze do produkcji przemysłowej może mieć jedynie przedsiębiorca właściciel wytwórni czegoś. No chyba, że jest to jednocześnie projektant, jak np. właściciel marki "Bodzio Meble". To jest chyba dla autora ideał "dizajnera" - "zdizajnuje" sobie, wyprodukuje tysiące i wystawi we własnych "showroomach".
skomentowany przez    projektant    11 wrzesień 2014, 12:00 obserwuj post
Summer - Nie mam takiej recepty. Osobiście prowadzę program stażowy www.polyester-design.com w którym staram się uczyć młodych projektantów produktu jak prowadzić relacje z przedsiębiorcami i jak projektować produkty wysokomarżowe. Projektujemy z kalkulatorem w ręku. NA pytanie "co z targami dizajnu" - mogę tylko odpowiedzieć, że nic. Bo takich targów w Polsce jeszcze nie ma. A w zamian? Jeżeli wspomniany Frankfurt jest za daleko, to zostaje ciężka praca na miejscu. Na pewno potrafimy to razem zaprojektować. Mamy tylko problem z tym, że jedni dizajnerzy starają się projektować i wytwarzać dobre produkty, a inni zaprojektowali sobie sposób jak od tych pierwszych wyciągać pieniądze. Taki Dizajn. :-)
skomentowany przez    Zdzisław Sobierajski    10 wrzesień 2014, 23:28 obserwuj post
Bardzo dziękuję za Państwa uwagi. Mam nadzieję, że mój artykuł wywoła szeroka dyskusję o kondycji marki "Polski Dizajn" i jakości efektów pracy niektórych jej propagatorów. W przyszłym tygodniu będę chciał opublikować kolejny tekst o korzyściach osiągniętych przez uczestników Targów Dizajnu WyróbKup, zorganizowanego w ramach Wawa Design Festiwal. Panu Projektantowi przyznaję całkowitą rację. Praca projektanta ma wiele obszarów. Nikt nie musi projektować rzeczy masowych. Unikaty są również potrzebne. Pana vcmroieguq - bardzo przepraszam za literówki i zapraszam do zapoznania się z materiałem który zamierzam opublikować za tydzień - będzie mógł policzyć te liche kwoty pobierane od wystawców. Pana KtoSia przepraszam za niewłaściwe ilustracje. Nie pochodzą one z mojego oryginalnego tekstu. Prawdopodobnie zostały dobrane z materiałów archiwalnych. Pana Organizatora Małych Targów pragnę poinformować, że w Polsce, co roku, około trzystu pięćdziesięciu absolwentów dizajnu opuszcza mury Akademi po pięciu latach nauki.Według danych SPFP tylko 10% z nich pozostaje w zawodzie po trzech latach bycia dizajnerem. Uważam, że promotorzy dizajnu i organizatorzy dziadowskich imprez są w dużej mierze odpowiedzialni za stan rzeczy w którym pzredsiębiorcy traktują dizajnerów jak nawiedzonych plastyków których praca jest nic nie warta.
skomentowany przez    Zdzisław Sobierasjski    10 wrzesień 2014, 23:19 obserwuj post

Reklamy

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.