Reklama

wszystkie artykuły z działu >> DORADZAMY
21 marca 2015
wszystkie artykuły z działu >> DORADZAMY

Zdzisław Sobierajski "Syndrom pustego portfolio."

 Jak zarobić na dizajnie? Zbudować markę „Polski Dizajn”

 Zdzisław Sobierajski – technolog i wdrożeniowiec

Jak zbudować markę „Polski Dizajn”? 

Zawód projektanta jest niezwykłą profesją. Codziennie daje wspaniałą swobodę oraz niezwykłą wolność wyboru. Dizajnerzy sami decydują jak będą postrzegani. Polscy projektanci oraz propagatorzy polskiego dizajnu codziennie definiują swoje przeznaczenie. Pracując nad nowymi projektami sami decydują o wyborze drogi która jest im najbliższa.

Mogą iść trudną drogą pracy zespołowej. Budowania dorobku poprzez współpracę i podnoszenie poziomu kompetencji. Rzetelnego projektowania rozwiązań które cechują dobry rynkowy produkt. Takie projekty warte są inwestycji i wdrożenia do seryjnej produkcji.

Mogą też pójść łatwą drogą stylizacji, naśladownictwa i lajfstylowego dizajnowania, które zachwyci organizatorów festiwali i  napiszą o tym popularne gazety. Czasem taki „Lans Dizajn” da im szybką sławę i niewielkie pieniądze.

W polskich realiach obie te sfery wrzucono do jednego worka z napisem dizajn. Dizajnem raz jest moda, stylizacja, czynność, a czasem dizajn objawia się jako 'szpanerski' przedmiot. Tak ukształtowane i nadużywane znaczenie tego pojęcia powoduje brak jasnych kryteriów. W konsekwencji, na polskim rynku projekt wzorniczy może objawić się w postaci kilku wyrenderowanych obrazków, a innym razem jako dokumentacja nadająca się do implementacji w przemysłowych systemach.

Uważam, że wszyscy pracujemy dla pieniędzy. Żadne promocje, konkursy, festiwale i wystawy tego nie zmienią. Poziom kompetencji polskich projektantów jest weryfikowany na rynku wyłącznie po ekonomicznych efektach nowych wdrożeń i ilości zarobionych pieniędzy. Mamy na rynku wielką rzeszę dizajnerów-rękodzielników, jest niewielu projektantów przemysłowych, kilkanaście gwiazd  life stylu, ale najwięcej jest młodych zdolnych którzy po kilku latach nauki nie wiedzą jaką pójść drogą rozwoju zawodowego.

Przez pięć lat prowadzenia programu stażowego Polyester-design.com przeczytałem wiele portfolio kandydatów aspirujących do uczestnictwa w tym programie. Z reguły deklarowali bardzo sprecyzowane wymagania zakresie pomocy przy realizacji swoich prac dyplomowych. Ale rzadko kiedy mieli kompetencje do zrealizowania swoich deklarowanych potrzeb. Wystarczyło ustawić poprzeczkę na średni poziom, by większość kandydatów nie kwalifikowała się do współpracy.

Gdy przyjrzałem się tej sytuacji jeszcze bliżej, to ze zdumieniem spostrzegłem, że wiele prac dyplomowych (licencjackich i magisterskich) studentów dizajnu, to tematy „wyssane z palca”. Są to wymyślone problemy, które dyplomant rozwiązuje w swojej analitycznej pracy, by potem uzyskać tytuł magistra wzornictwa przemysłowego. Absolwenci bardzo rzadko mają w swoim portfolio prace które są interesujące dla przemysłu.

Uważam, że tylko powszechne programy stażowe mogą sprawić, ze młodzi dizajnerzy staną się po kilku latach doświadczonymi projektantami produktu. W Polsce są tysiące firm przemysłowych i dziesiątki biur projektowych gdzie takie praktyki można zorganizować.


Dizajnerzy często twierdzą, że dizajn to dobry biznes, a przemysł musi zrozumieć, że dizajn jest wielką szansą dla rozwoju firm.

Ja im cierpliwie tłumaczę, że przemysł nic nie musi. Inwestor gdy się zaciekawi to zapozna się z ofertą dizajnera, potem dokładnie policzy koszty i podejmie na tej podstawie decyzje.

Od wielu lat uczę się jak zorganizować współpracę przedsiębiorców z sektorem kreatywnym. Dawniej wydawało mi się, że gdy zaprowadzę projektanta do znajomego producenta i zarekomenduję jego kompetencje, to z takiej współpracy powstaną lepsze, wygodniejsze i piękniejsze produkty. Jednak po wielu eksperymentach w tym zakresie okazało się, że stosunkowo łatwo można osiągnąć efekt „piękniejsze”. Raczej nie udało się  zrobić „lepszych”, a o „wygodniejszych” to można było tylko pomarzyć. Ekonomia nowego produktu była często zapomnianą sierotą o której już nikt nie pamiętał.

Schemat za każdym razem był podobny. Oczarowany wizją roztaczaną przez dizajnera przedsiębiorca, decydował się na projekt i wdrożenie. Tknięty „palcem Bożym” projektant rozwijał skrzydła i projektował najlepiej jak potrafił. Ale potem te produkty nie dawały się dobrze wdrożyć i produkować. Wymagały  gruntownego przeprojektowania w zakresie proponowanej konstrukcji, kształtu i technologii. Projekty „dizajnerskie” były zwykle droższe w produkcji oraz trudne we wdrożeniu. Po krótkim czasie okazywało się, że taki produkt umierał z przyczyn ekonomicznych wywołanych wzrostem kosztów produkcji po redesignie.

Patrzyłem na tą sytuację z perspektywy wdrożeniowca pracującego na zlecenia firm i nie rozumiałem dobrze zależności pomiędzy światem dizajnu i światem biznesu. Ponieważ rekomendowany przez ze mnie projektant pracował bezpośrednio inwestorem, długo nie dostrzegałem kolejnego, ważnego problemu który skutecznie zabijał ekonomię tej współpracy.Żeby się dogadać musimy mówić jednym językiem. Mam wrażenie że polscy dizajnerzy czekają aż przemysł nauczy się ich języka, oni sami przemysłowego uczyć się nie chcą.

Dizajnerzy aspirujący do współpracy z przemysłem często używają oprogramowania z którego generują pliki CAD nie nadające się do dalszej pracy.

Dostarczanie wadliwych plików generowanych przez niskobudżetowy software stwarza potencjalne pole konfliktu ze zleceniodawcą. Dizajner, który nie potrafi właściwie udokumentować swojego projektu, powinien na swój koszt zatrudnić inżyniera który „przepisze” jego pliki na przemysłowy system CAD. Inaczej obciąża nieuzasadnionymi kosztami swojego klienta i ekonomię całego procesu powstawania produktu.

 

 Przykład: -  pliki wykonane i dostarczone przez dizajnera wyświetlane w przemysłowym systemie CAD SIEMENS NX

Zrobiłem wiele wdrożeń na bazie dokumentacji dostarczonej przez dizajnerów pracujących na tanich programach. Wiem, że wadliwy plik wymaga czasochłonnych poprawek dla opracowania właściwej geometrii CAD 3D wolnej od błędów. Nie jest to wina oprogramowania. Uważam że jest to efekt niechlujnej pracy dizajnera który wielokrotnie poprawia swój projekt i wprowadza „łatę na łacie” do modelu 3D projektowanego produktu. W efekcie dostarcza geometrię „zszytą z łat” której nie akceptują przemysłowe systemy CAD/CAM. Frezarka CNC nie potrafi wyfrezować wystających i przenikających się powierzchni.

 

Przykład: -  pliki wykonane i dostarczone przez dizajnera wyświetlane w przemysłowym systemie CAD SIEMENS NX

Czy dizajner odda część swoich praw autorskich inżynierowi który żmudnie pisał na nowo dokumentację by nadawała się do wdrożenia? W końcu wdrażane jest dzieło inżyniera oparte „na motywach” pracy dizajnera. Źródłowy projekt, nie nadaje się do dalszej pracy. W efekcie wielu dodatkowych godzin, po wprowadzeniu korekt technologicznych oraz naprawieniu błędów, powstaje zupełnie nowa dokumentacja spełniająca kryteria do wdrożenia w przemyśle.

Czy polscy dizajnerzy mają być innowatorami?

Słuchając różnych wypowiedzi i „recept” głoszonych przez środowisko dizajnu, możemy odnieść wrażenie, ze zatrudnienie dizajnera w firmie przemysłowej, to jest świetny sposób na rozwój firmy i wzrost dochodów. Studiując wypowiedzi propagatorów czytamy o tym, że:

- Profesjonalny projektant kształtuje wizerunek produktu.

- Proces współpracy rozpoczyna się od stworzenia idei produktu i określenia jego cech w dokumencie „Dizajn Manual”.

- Istotną rolą profesjonalisty jest przewidywanie trendów, bo powszechne kopiowanie prowadzi do powstawania produktów przestarzałych i niekonkurencyjnych.

W praktyce, na znanym mi rynku, nie znalazłem potwierdzenia powyższych tez.

Dizajn produktu jest tylko małym elementem złożonego procesu gospodarczego.

Z moich doświadczeń wdrożeniowych wynika, że w polskiej rzeczywistości rynkowej dizajner jest tylko jednym z wielu elementów układanki która może (ale nie musi) zaowocować wdrożeniem i sukcesem sprzedażowym produktu. Dizajner zwykle ma niewielkie pojęcie o środowisku rynkowym, ekonomii produkcji, kosztów wprowadzenia produktu na rynek, materiałoznawstwa, technologii do których projektuje, etc. Polski dizajn produktowy jest jeszcze młody. Nie wykształciły się na naszym rynku multidyscyplinarne biura projektowe mające potwierdzone kompetencje do kompleksowego kreowania i projektowania nowych produktów dla przemysłu.

W  warunkach naszej gospodarki, to nie dizajner kształtuje wizerunek produktu i firmy. Ten wizerunek jest wypadkową świadomości kierownictwa i możliwości jakimi dysponuje firma. Dizajner może (ale nie musi) być pomocnym narzędziem w realizacji tego procesu.

Wynajęty dizajner zwykle nie będzie osobą decyzyjną w zakresie wizerunku i rozwoju firmy czy nawet produktu. Próba ingerencji w ten obszar skończy się konfliktem. Dizajner wzywany jest do współpracy najczęściej już po zaprojektowaniu wszystkich zasadniczych cech produktu. Traktowany jest jak „specjalista od ładnych szlaczków”. Bardo rzadko uczestniczy w powstaniu „Idei” czy zasadniczych cech produktu.

Dzieje się tak dlatego, że polski dizajn przemysłowy nie ma znaczącego dorobku, więc nie ma wypracowanego autorytetu u inwestorów. To co przedsiębiorcy czytają o dizajnie w prasie i widzą na dizajnerskich wystawach oraz festiwalach, budzi najczęściej śmiech lub zadziwienie. Na pewno nie buduje marki polskim projektantom aspirującym do współpracy z przemysłem.

Dotychczasowy dorobek kompetencyjny polskich Dizajnerów nie wywołał masowej  skłonności inwestorów do powierzenia losu swoich firm oraz nowych produktów w ich ręce.

Niezależnie od tego, jak wielkie są ambicje i potrzeby kreatywnego środowiska, nie widać znaczącego popytu na projektowanie produktu czy usług ze strony polskiego przemysłu. Nie są nagłaśniane przykłady sukcesów wspólnych realizacji. Od przedsiębiorców którzy współpracy z dizajnerami próbowali często słyszę, że wolą pracować z zagranicznymi biurami projektowymi. Czy polscy dizajnerzy na własne życzenie tracą krajowy rynek?

Z drugiej strony sceptycnie przyglądam się różnym publikacjom lub debatom, w których propagatorzy dizajnu przytaczają przykłady dobrych praktyk z amerykańskiego, brytyjskiego lub niemieckiego rynku. Mam wrażenie, że prelegenci zapominają o realiach polskiej gospodarki. Gospodarki, która jest w przeważającej większości odtwórcza i naśladowcza. Kreacja jest zjawiskiem obserwowanym w nikłym procencie polskich przedsiębiorstw, a jeśli się pojawia to jest ukrywana z powodu niekorzystnego systemu podatkowego. Innowacja ma się dobrze w statystykach PARP. Na rynku niewiele jej widać.

Słysząc wypowiedzi propagatorów zagranicznych rozwiązań, zastanawiam się czy udowadnianie polskiemu przedsiębiorcy jak angielskie lub niemieckie firmy zarabiają na dizajnie, wywołuje zaciekawienie, zdumienie, czy tylko rozbawienie po analizie przytaczanych przykładów. A może poczucie winy?

Czy promotorzy dizajnu potrafią wskazać polskie przykłady sukcesu gospodarczego sprowokowanego przez współpracę przemysłu z sektorem kreatywnym?

Dizajnerską specjalnością jest innowacja i przewidywanie trendów. Badanie rynku i trendów jest traktowane jako integralny składnik oferty projektanta. Tylko czy w polskiej gospodarce, badanie trendów jest w cenie?

Nigdy nie spotkałem przedsiębiorcy który zapłacił dizajnerowi za proces poszukiwania innowacyjnych rozwiązań. To jest potrzeba artykułowana przez teoretyków dizajnu, którzy opowiadają jak powinno być. W polskich realnych warunkach przemysłowych jej jeszcze nie doświadczyłem. Wyjątkiem są projekty dotowane lub wizerunkowe przy których nikt pieniędzy nie liczy, bo liczy się wyłącznie szokujący efekt. Ale szok to nie jest to samo co innowacja.

Z punktu widzenia inwestora, dizajner powinien przyjść z gotowymi rozwiązaniami. Gdy rozmawiałem z niemieckimi projektantami – potwierdzili takie same wymagania ze strony niemieckiego przemysłu. Oczekiwanie, że inwestor zapłaci dizajnerowi za zrobienie analizy rynku jest naiwnością, bo który inwestor chce płacić za to że dizajner dopiero się uczy jego produktu i „rozpoznaje jego rynek”? Komunikowanie tego obowiązku polskiemu inwestorowi to w mojej opinii „strzał w stopę”!

Polski rynek jest płytki, a firmy stosunkowo młode. Nie ma jeszcze wypracowanej kultury współpracy z sektorem kreatywnym. Emanacja i nagłaśnianie potrzeb dizajnerów nie zastąpi ich kompetencji i skuteczności. Dizajn produktu nie jest zbawieniem dla przemysłu. W polskich warunkach dizajn przemysłowy, to jest inwestycja wysokiego ryzyka, na którą stać tylko nielicznych przedsiębiorców. Projektanci produktów powinni pamiętać, że skuteczność nie ma narodowości. Inwestorzy kupią tylko efektywne biznesowo projekty. Jeśli chcą inwestować w dizajn, to ta inwestycja  musi zarabiać pieniądze dla rodzin pracowników firm. Dizajn przemyśle nie może generować strat.

Po wielu latach pracy z dizajnerami dobrze wiem, że przemysł jest dla nich najlepszym miejscem pracy. Tylko tutaj można zrobić trudne projekty dużego kalibru, które gwarantują ciągły rozwój zawodowy. Ale właściciele polskich firm zapłacą tylko kompetentnym projektantom. Zrobią to, nawet gdy będą musieli z nimi rozmawiać po angielsku. Czarodzieje i Mistycy polskiego dizajnu muszą szukać pracy „na państwowym” albo „za unijne”. Na szczęście za pięć lat definitywnie skończsię pieniądze z UE. Dizajnerzy aspirujący do pracy w przemyśle powinni już dzisiaj budować relacje oparte na wiedzy, kompetencjach i talencie.

Rynek jest jak gra w pokera. Nigdy nie wiemy kiedy ktoś wyłoży karty na stół i powie „Sprawdzam!”  Świat polskiego inwestora urządzony jest tak, że często słyszy „Sprawdzam!”. Gdy ma słaby produkt albo kiepską markę – wypada z rynkowej gry i nikt po nim nie płacze.

Czy dizajn, w talii kart polskiego przedsiębiorcy, będzie asem czy blotką? To zależy wyłącznie od tego jakie relacje z przemysłem zaprojektują polscy dizajnerzy. Projektowanie, to ich profesja. Będą postrzegani przez inwestorów tak, jak to sobie sami zaprojektowali.

Pamiętajmy, że nawet najwspanialszy na świecie Dizajn nie jest wart utraty jednego miejsca pracy w przemyśle.

Zapraszam do polemiki.
Zdzisław Sobierajski

Polecamy:
Zdzisław Sobierajski. Jak zostać dizajnerskim frajerem?
Zdzisław Sobierajski. Kilka sposobów jak na dizajnie zarobić

________________________________


Zdzisław Sobierajski - jest przedsiębiorcą z 25 letnim stażem. Pracuje z projektantami i przemysłem, tworząc zespoły projektowo wdrożeniowe www.sobierajski.pl. Prowadzi program stypendialny dla młodych projektantów www.polyester-design.com. Produkty opracowane pod jego kierunkiem trzykrotnie zdobyły tytuł Rad Dot winner oraz zyskały nominacje do German Design Award. Kapituła Design Alive Awards przyznała mu wyróżnienie w kategorii Strateg 2012 roku, za traktowanie wiedzy o designie jako integralnego elementu rozwoju produktu. W marcu 2013, z rekomendacji Urzędu Patentowego RP, został wyróżniony przez World Intellectual Property Organization nagrodą WIPO Award for Innovative Enterprises. W grudniu 2013 odebrał wyróżnienie w konkursie Design Management Europe Award. Jest propagatorem dizajnu  produktowego wśród firm sektora MŚP. Prowadzi warsztaty z budowania relacji projektantów i przedsiębiorców.

P.S.  O tym czy polski dizajner pracujący dla przemysłu ma narzędzia do przestrzegania polityki poufności, oraz o tym ile na polskim rynku warte są prawa autorskie dizajnera  przemysłowego, w następnych artykułach.

 

 

wizytówki

Komentarze:

loading
Konkurs to swietny pomysl i jest o co powalczyc, ale nie dla wszystkich. Juz w pierwszych dwoch zdaniach okazalo sie, ze sie nie kwalifikuje - limit wiekowy. A wracajac do tematu przemysl vs. freestyle- jestem przekonany, ze ci drudzy Panstwo byliby wniebowzieci slyszac propozycje wspolpracy wyartykulowana przez tych pierwszych. Nie lada charowa jest wdrozenie projektu do sprzedazy, obie strony zdaja sobie z tego sprawe, ale fristajla biora te obowiazki na klate w pojedynke. Rynek weryfikuje produkty, do tych interesujacych fristajlowych do wspolpracy moglby dojsc ktos wiekszy, kto za odpowiednie wynagrodzenie, moze wiecej.
skomentowany przez    Czeslaw    24 listopad 2014, 23:12 obserwuj post
Panie Czesławie. Pisząc ten tekst chciałem wskazać na niewydolność systemową którą sobie w Polsce zaprojektowaliśmy. Nie jest moim zamiarem krytyka dizajnerów-rękodzielników a jedynie ludzi, którzy żerują na ich sytuacji, organizując dla nich pseudo-rynek, na którym ci projektanci nigdy nie zarobią na utrzymanie rodziny. Na brak dostatecznej ilości staży i praktyk wskazywałem już w 2008 roku pisząc w 2+3D - http://www.2plus3d.pl/artykuly/dlaczego-male-firmy-nie-inwestuja-w-dizajn By wypełnić portfolia młodych ludzi zorganizowałem program Polyester-design.com w którym każdego roku powstawały prace magisterskie i licencjaty, a latem 2014 zrobiliśmy hurtowy wysyp kilkudziesięciu projektów. Teraz prowadzimy działanie na jeszcze szerszą skalę. Konkurs "Projekt Zatrudnienie" organizowany przez EXspace wygeneruje kikadziesiąt projektów z których wiele będzie zakontraktowanych przez przemysł. To nie są tak medialne działania jak dizajnerskie imprezy o których czytamy w mediach, ale przynajmniej budują jakieś relacje projektantów z przemysłowcami. Projektanci nastawieni na rozwój zawodowy i ciężka pracę na pewno prędzej czy później trafią do przemysłu, ale taka praca wymaga od nich zupełnie innych kompetencji niż efektowne freestylowanie. Może w Polsce powinny funkcjonować dwa równoległe rynki pracy dizajnerów? :-)
skomentowany przez    Zdzissław Sobierajski    24 listopad 2014, 15:11 obserwuj post
Panie Zdzislawie, Czy promotorzy dizajnu potrafią wskazać polskie przykłady sukcesu gospodarczego sprowokowanego przez współpracę przemysłu z sektorem kreatywnym? Zelmer, Paradyz, Deltim, Cmielow lub Paged. Ale to fakt, ze to wciaz niewiele. Zgadzam sie tez z Panem, ze projektanci sa nie przygotowani do pracy w przemysle. Ale to nie wynika ze zlej woli. Moim zdaniem przyczyna sa luki w szkolnictwie i brak stazow i praktyk. Do przemyslu dostaja sie nieliczni, reszta, ktora ma ambicje rozpaczliwie lapie sie innych sposobow by pracowac w zawodzie. I tu wytlumaczenie, skad biora sie te tlumy dizajnerow-rekodzielnikow, tak mocno krytykowanych przez Pana. Wierze, ze to nie parcie na szklo decyduje o wyborze. Publikacje to narzedzie, najczesciej bezplatne, ktore pomaga w reklamie. Swoja droga, mam nadzieje kiedys Pana poznac, wymienic sie swoimi spostrzezeniami.
skomentowany przez    Czeslaw    23 listopad 2014, 22:18 obserwuj post
Napiszcie chociaż parę słów krytyki, proszę.
skomentowany przez    Zdzisław Sobierajski    05 październik 2014, 01:10 obserwuj post
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.