Reklama

wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY
11 listopada 2015
wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY

Jak budować markę "Projektant". Marcin Jędrzak w rozmowie z Urszulą Kałużną.

Na czym polega problem młodych, polskich projektantów?

Marcin Jędrzak, właściciel JĘDRZAK DESIGN, o tym dlaczego tak ciężko budować w Polsce markę - "Projektant", jak to się zmienia i dlaczego młodzi absolwenci uczelni artystycznych sobie nie radzą w zawodowym świecie.

Urszula Kałużna: Na zachodzie od lat firmy promując swoje marki zaczynają od informacji, kto zaprojektował nowy produkt. To jest pewien kod. Dlaczego w Polsce jest z tym tak ciężko?

Marcin Jedrzak: Duże firmy korporacyjne w Polsce, jeszcze mają tą mentalność, że promują swoją markę, bez patrzenia na to, kto dla nich lub u nich pracuje. Chociaż widzę, że w ostatnich latach ta sytuacja się zmienia, że firmy zauważają, że to ma jakąś wartość.

Czy ta sytuacja wynika z faktu, że w Polsce projektanci nie są markami?

Na pewno wymienianie nazwiska projektanta na pierwszym miejscu w informacji o nowych produktach znacznie przyczynia się do budowania marki projektanta. Z przemysłem współpracuję od 16 lat, ale zmiany w mentalności firm zauważam dopiero od kilku lat. Dzisiaj już podczas pierwszych rozmów z klientem, pada pytanie: - czy będę mógł Pana nazwisko umieścić w katalogu? Jeszcze parę lat temu, to ja prosiłem – umieśćcie mnie w katalogu – nie, nie ma takiej opcji! Warunek, że jesteśmy w katalogu my jako my i koniec. Ta sytuacja się zmienia. Coraz częściej słyszę pytanie:  - Możemy podpisać Pana nazwiskiem produkt? Możemy te informacje umieścić w publikacjach? Może jakiś wywiad?

Czyli firmy zaczynają rozumieć?

Tak, wydaje mi się, że firmy zaczynają rozumieć, że marka projektanta będzie na nich pracować. Marka - „Projektant” - od początku jest sprzedawana w pakiecie z projektem. Firmy zaczynają mieć świadomość, a wiele firm już ma. I to oni proszą, a nie projektant, który jeszcze jakiś czas temu chodził za klientem i prosił: -  umieśćcie no dajcie chociaż coś, no.. (śmiech)

Widzą korzyść?

Tak, zdecydowanie zaczynają widzieć. Niestety nie wszyscy. Jeszcze jest wiele firm, które chcą ukryć fakt współpracy z projektantem. Ukazują się oficjalne informacje, że dzieło powstało u nich w fabryce, w podtekście, że wytworzyli produkt swoimi pracownikami, pod swoją marką.

Na targach ISH 2015 we Frankfurcie – największych na świecie targach instalacyjnych - zaprezentowano dwa Pana produkty dla branży łazienkowej: kolekcję Tebe na stoisku Marmorin i kolekcję Balia na stoisku promującym polskie wzornictwo produktowe „Form and Function ISH 2015”. Tebe i Balia przełamują zasady projektowania wanien. Jak projektuje Pan produkt?

To zależy, czy firma zgłasza się do mnie, czy ja zgłaszam jakiś akces z nowym produktem do firmy, bo mam już gotowy koncept. Ta druga opcja oznacza, że mam już coś przemyślanego, idę z czymś do firmy i proponuję. Wtedy to tylko i wyłącznie ode mnie zależy, czy jestem w stanie ich przekonać do danej koncepcji czy nie.

Polecamy: Kolekcje Marcina Jędrzaka na targach ISH 2015 >>>

Balia była serią zaproponowaną. Balia chodziła mi po głowie przynajmniej od 2 lat zanim ją pokazałem. Była jakaś inspiracja, gdzieś znaleziona, przemyślana, dopracowana i to po prostu sobie leżało, czekało na swój czas. Była już narysowana, od razu cała seria. To nie jest tak, że się pokazuje tylko jeden produkt i mówi się, że rozwinie się coś dalej, że coś będzie stanowiło serię. Od razu pokazuje się cały koncept. Jak to będzie grało z meblami, jak to będzie występować w przestrzeni, jakie są opcje ustawienia elementów kolekcji w łazience.

Musi być kontekst?

Koniecznie musi być kontekst. Trzeba to gdzieś umiejscowić, w jakiejś przestrzeni. Przestrzeń łazienki cały czas się zmienia. Mijają czasy, kiedy łazienka była tylko miejscem, gdzie człowiek wchodził i szybko wychodził. To jest miejsce, gdzie spędza się coraz więcej czasu i to jak jest ona urządzona - ma wpływ na nasze samopoczucie, na nasz komfort życia. Przywiązujemy coraz większą wagę do tej przestrzeni. Chciałem, żeby Balia wpisała się w nowe pojęcie przestrzeni łazienki.

Dużo ma Pan gotowych projektów?

Mam wiele projektów, których po prostu nie pokazuję. Sięgam do nich, kiedy przychodzi na nie czas. Wiele szkiców sobie leży i czeka.

Kiedy przyszedł czas na Balie?

Było zapytanie od firmy Marmorin, a właściwie wyniknęło to w rozmowie, że można by coś wdrożyć, bo jest taka potrzeba i czy przepadkiem czegoś nie mam.

I Pan wyciągnął „królika z rękawa”?

Tak.

Na swoim koncie ma Pan wdrożenia do produkcji dla znanych polskich marek: Amica, Deante, Ferro, Instal Projekt, HydroKan Winkiel, Krofam, Lokas, Laminex, Lecico, Marmorin, Sanitec Koło.  To jest duży rozrzut tematyczny.

Projektowanie dotyka szerszego zagadnienia, które ja nazywam etyką w projektowaniu. Żeby projektować odpowiedzialnie, projektant musi mieć taką wewnętrzną etykę. Nie tylko zaspokajać swoje potrzeby zaprojektowania czegoś ładnego. Projekt musi spełniać zasady, które bardzo ładnie nazwał niemiecki projektant przemysłowy Dieter Rams. 10 zasad dobrego projektowania, w których punkt po punkcie wymienione jest, jaki projekt powinien być, żeby był dobry.

Czy te zasady się sprawdzają?

Sprawdzają się bardzo; 1 zasada - to innowacyjność, 2 – dobry design czyni produkt użytecznym, 3 - jest estetyczny, 4 – dobry design czyni produkt zrozumiałym, 5 – [ja się tutaj posiłkuję, żeby nie było, że znam to z pamięć ;-) ] dobry design nie narzuca się, czyli nie powoduje dyskomfortu, dobry design jest szczery, 6 -  nie składa obietnic bez pokrycia, 7 – wytrzymuje upływ czasu, 8 - jest przemyślany do ostatniego szczegółu, czyli tutaj nie można sobie czegoś odpuścić, tak jak w sztuce, że część obrazu jest pięknie zamalowana, bo wiadomo, że tu się skupia wzrok, a reszta sobie tam ucieka. Sztuka zupełnie innymi zasadami się rządzi, 9 - jest przyjazny środowisku i 10 - jest tak oszczędny jak to możliwe.

Krótko…

No krótko, 10 punktów, a reszta zależy tylko i wyłącznie od inwencji projektanta. Ja dodałbym jeszcze 11 punkt - dobry projekt musi być biznesowy.

Chciałam poruszyć kolejny temat…

Ja może jeszcze jednak nawiąże do pytania poprzedniego. W swojej mentalności, w podejściu do projektowania mam tak, że po zakończeniu projektu staram się jak najszybciej o nim zapomnieć, bo później jak o nim myślę… to cały czas drążę, że chciałbym coś zmienić. Dzisiaj łapię się na tym, że jak wchodzę do sklepu i patrzę na produkt, który zaprojektowałem, to często go nie poznaję.

Projektant, pracując jeszcze w fazie koncepcyjnej wprowadza się w jakiś taki stan alfa, tak bym to nazwał, myślenia o tym projekcie tak intensywnie, że wszystko co dobiega ze świata zewnętrznego na niego działa destrukcyjnie, drażni. Trzeba się wyizolować, nie odbierać telefonów, zamknąć się, iść na spacer.

W pewnym momencie przechodzi się na inny poziom.

Tak, ale zaczynamy wszyscy podobnie. Człowiek potrzebował takiej asymilacji, negacji całego świata zewnętrznego. Ja potrafiłem zostawić psa przed sklepem. Wracam do pracowni patrzę, a gdzie jest mój pies? Aha… pod sklepem został. Ale on nie reagował, przyzwyczaił się i wiedział, że Pan po niego wróci.

Ile to było lat temu?

7-8 lat temu na pewno jeszcze tak było. W momencie, kiedy człowiek zamykał już projekt, to miał poczucie, że nie chce tego zamknąć, bo ten stan był fajny. Wchodzenie, analizowanie tych wszystkich rzeczy, które wynikają z pracy nad projektem jest super. Jak się lubi projektować, to nie spędza się czasu myśląc, że to jest praca, tylko przyjemność. Często myślałem: -  kurczę, ja nie chcę skończyć tego projektu, fajnie się to robi. Ale były terminy. Jak się pracuje dla konkretnych odbiorców przemysłowych to trzeba się zmobilizować i po prostu zakończyć.

Gdzieś tego wszystkiego trzeba się nauczyć, na uczelniach?

Młodzi projektanci są przyzwyczajeni do atmosfery, która jest na uczelniach. Wybierają fakultety pytając się kolegów ze starszych lat: gdzie jest fajnie? Gdzie jest przyjemnie? Gdzie łatwo się przechodzi przez daną pracownię. Tak postępuje większość.

Zamiast pójść tam gdzie mówią: nie, tutaj nie idź, ten się czepia, tu jest strasznie, tutaj sobie odpuść. I później idą do klienta, i się nagle robi pod górkę. I się dziwią.

Przez połowę studiów noszą parę szkiców, coś zostało wybrane, bo więcej nie było z czego. Obie strony są zadowolone. Profesor nie musiał dużo czasu poświęcić, bo ma przecież swoje rzeczy do zrobienia. Student też zadowolony, bo kolejne zaliczenie w kieszeni. Zapełniają się pracownie, które wszyscy sobie chwalą. I tak to się kręci.

A później okazuje się, że przedsiębiorcy nie spełniają wymagań i oczekiwań większości polskich designerów.

Jak mają je spełniać?

Na czym polega jeszcze problem młodych, polskich projektantów?

Problem polega na tym, że studenci nie są uczeni sprzedawania swoich projektów. Mają je w głowach i wydaje im się, że jak pokażą coś na jednym rysunku to każdy odczyta i zrozumie. A ludzie nie czytają płaskich rysunków, nie łapią o co chodzi na rysunku 2D. Dlatego tak istotne jest nauczenie się prezentowania swoich projektów. Klientowi należy prezentować projekt, tak jak przedszkolakowi. Wizualizacje przedmiotu w różnych aranżacjach: tu to wygląda tak, to będzie tak funkcjonować, a tak to wygląda razem z wrysowanym człowiekiem, jaka to jest skala, jaka proporcja, dlaczego. Dla wszystkiego co narysowaliśmy musi być wytłumaczenie.

Jest jeszcze jeden problem, o którym często mówi Zdzisław Sobierajski - Pierwsze co powinien zaprojektować absolwent - to jego własna kariera. Ale tego też nie dowiedzą się na uczelniach. A szkoda, bo praca z doświadczonym projektantem wzornictwa to komfort dla firmy.

Tak. Taki projektant ma wiedzę, ma świadomość istnienia stylów, wie jakie grupy wiekowe kupują jakie projekty, w jakim kraju. To są badania, które my mamy w komputerach, bo zbieramy takie informacje.

Polska geograficznie dla projektantów jest idealnym miejscem, bo my jesteśmy pomiędzy Północą – która jest skandynawskim designem, takim bardzo dopracowanym, gdzie jest wielki szacunek dla drewna, dla materiału. To rzemiosło na wysokim poziomie.

Z uszanowaniem materiału?

Tak, jak ktoś chce się nauczyć robić krzesła, to niech  jedzie do Skandynawii i tam gdzieś się uczy, niech sobie weźmie nauki stolarstwa w Danii i tam się uczy obrabiać drewno.

A z drugiej strony mamy fantazję Włochów z Południa. Niemcy są obok nas. Oni się gdzieś gubią, w tym swoim uporządkowanym świecie. Mają wszystko tak uporządkowane, że jest aż nieludzkie. My mamy bardziej słowiańską duszę i niezwykle ciekawe jest to, co może wyjść z połączenia tych dwóch światów. My godzimy jedno z drugim.

Dlaczego Polska nie potrafi umiejętnie promować polskiego wzornictwa za granicą?

Za promocje odpowiadają instytucje, a instytucje są w większości nieprofesjonalne. A nawet jak są profesjonalne, to dalej jest łańcuszek ludzi, którzy są stronniczy lub nieprofesjonalni. Stąd, co roku na każdej imprezie promującej polski design, widzimy te same produkty, tych samych projektantów i te same firmy.

Wróćmy do Polski. Umie Pan wymienić targi czy festiwale, na których chciałby Pan promować swoja markę ”Jędrzak Design”?

Nie byłem jeszcze, więc nie wiem.

Nie Był Pan? Mamy ponad 20 festiwali designu i podobną liczbę targów designu w Polsce.

Nie, nie wiedziałem, że tyle jest.

Czyli nie słyszał Pan o żadnej imprezie w Polsce, która wspiera budowanie marek uznanych projektantów?

Tam przychodzą firmy, projektanci, profesorowie? Kto tam przychodzi?

Nie, tam przychodzą ludzie urządzający swoje mieszkania lub domy, kobiety chcące kupić dla siebie bransoletkę lub mydełko. To się dzieje w ogrodach, w przypadkowych postindustrialnych halach, gdzie się da tanio wynająć miejsce, a ostatnio też na uczelniach. To wszystko nazywa się targami i nie przychodzi tam biznes.

Nigdy nie dostałem informacji, że jest organizowana jakaś impreza, na której będzie przemysł, będą zaproszone takie i takie firmy. Tego się w ogóle nie komunikuje, bo organizatorzy tych imprez nie czują takiej potrzeby.

Pana produkty otrzymały kilkanaście prestiżowych nagród, uczestniczył Pan w kilkunastu ważnych wystawach. Przełożyło się to na biznes?

Nie. Mam jedynie satysfakcję.

Byli jacyś mentorzy w Pana życiu projektowym?

Dyplom (1997) zrobiłem w pracowni Pana prof. Włodzimierza Dreszera. To był dyplom dotykający konkretnego tematu: „Studium przestrzeni minimalnej. Łazienka kontaktowa”

Wszyscy się pewnie dziwili, co za wariat?

Nie wiem, czy się dziwili, czy nie. Wszystko było przeanalizowane, wykonałem model. Model realizowany był przy współpracy z niemieckim biurem projektowym – Babel Design. Adolf Babel był moim drugim mentorem, który przekazał mi bardzo dużo wiedzy. W zasadzie te dwie osoby: Włodzimierz Dreszer i Adolf Babel, miały na mnie bardzo duży wpływ. To bardzo mocne akcenty w moim życiu projektowym. Nawet w tym roku widziałem się z Adolfem Bablem, odwiedziłem go podczas mojej bytności na targach ISH we Frankfurcie. Jest już dziadkiem, ma prawie 80 lat. To było bardzo miłe spotkanie.

Te spotkania Pana ukształtowały?

Bardzo mocno. Dla mnie, w ogóle szokiem było pierwsze spotkanie z projektowaniem w niemieckim biurze projektowym. Podszedł do mnie szef biura, dał mi zadanie do zrobienia i powiedział: „Marcin, masz na to tyle czasu, ile chcesz, ale musisz to zrobić tak, żeby nikt nie musiał ciebie sprawdzać”. To był rok: 1995 i 1996.

Skąd pomysł pójścia na ASP?

Chciałem iść na Wydział Operatorski. Robić zupełnie coś innego. Ale potem postanowiłem zacząć od Sztuk Pięknych, żeby mieć pojęcie nt proporcji, kompozycji, wyczucia kolorów. Dlatego podjąłem naukę w Poznaniu… no i zakochałem się w tym wzornictwie przemysłowym. To był wydział Architektury Wnętrz i Wzornictwa Przemysłowego. Akademia poznańska na pewno też miała bardzo wielki wpływ na moje ukształtowanie, ponieważ program uczelni jest ukierunkowany na studenta. To student decyduje czego chce się uczyć. Od II roku studiów sam sobie wybiera pracownie.

Jakich powinni wyborów dokonywać dzisiaj studenci, żeby mieć perspektywę na pracę w przyszłości.

Trzeba iść do tych pracowni, gdzie jest trudno, gdzie się od nich oczekuje czegoś, gdzie się czegoś wymaga. Później, po skończeniu studiów będzie im dużo łatwiej.

Dziękuję za rozmowę.

-------------------

"JĘDRZAK DESIGN" Marcin Jędrzak

JĘDRZAK DESIGN świadczy usługi w zakresie wzornictwa przemysłowego. Realizuje zlecenia ściśle związane z projektowaniem przedmiotów stanowiących wyposażenie domu oraz miejsca pracy. Projekty Marcina Jedrzaka zostały wdrożone do produkcji przez: Amica, Deante, Ferro, Instal Projekt, HydroKan Winkiel, Krofam, Lokas, Laminex, Lecico, Marmorin, Sanitec Koło.

Nagrody: - Z+S+Z / 2012 - wyróżnienie "Łazienka Wybór Roku" / 2011 - TOP design awards / 2010 - certyfikat polski produkt światowy "Eksport & Import.pl" / 2008 - złote VILLE - wyróżnienie / 2008 - wyróżnienie "Łazienka Wybór Roku"/ 2007 - wyróżnienie "Łazienka Wybór Roku" / 2007 - finalista Dobry Wzór / 2006 - "Łazienka Wybór Roku"/ 2005 - finalista Prodeco / 2004 - Dobry Wzór / 2004 - wyróżnienie "Łazienka Wybór Roku" / 2003 - wyróżnienie "Łazienka Wybór Roku" / 2002

www.jedrzak-design.com

-------------------

Urszula Kałużna, architekt. Laureatka 68 nagród Acanthus Aureus, najbardziej prestiżowych nagród w Polsce przyznawanych przez MTP za stoiska najlepiej zaprojektowane i przygotowane do realizacji strategii marketingowej firmy podczas targów. Pomysłodawca i kurator wystawy 'Form & Function'. Inicjatorka programu edukacyjnego Design Dla Szkół

 

wizytówki

Komentarze:

loading
cyt: Trzeba iść do tych pracowni, gdzie jest trudno, gdzie się od nich oczekuje czegoś, gdzie się czegoś wymaga. Później, po skończeniu studiów będzie im dużo łatwiej. Bardzo podoba mi się to stwierdzenie. Niestety, można mieć wrażenie, że jeden pracowity student przypada na stu lekkoduchów. Lekkoducha łatwiej kształcić bo niewiele wymaga. Szkoły mają źle rozpoznany rynek i źle napisane briefy do realizacji swoich usługi. Kształcą twórców i kreatorów, którzy sprawdzają się na licznych Dizajn Dejsach, ale w biznesie nie są potrzebni. Biznes potrzebuje projektowania pragmatycznego. Opartego w biznesowych realiach. Projektowanie dla biznesu to prozaiczna czynność polegająca na uzyskaniu równowagi pomiędzy atrakcyjnością, ekonomią i technologią. W tym nie ma nic dizajnerskiego.
skomentowany przez    Zdzisłąw Sobierajski    08 maj 2015, 23:00 obserwuj post

Reklamy

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.