Reklama

wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY
01 grudnia 2015
wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY

„O ZAMIATANIU POD DYWAN” - z historykiem dizajnu, dr Krystyną Łuczak-Surówką rozmawia Zdzisław Sobierajski.

O tym jak ważne jest, by - w momencie, gdy słowo „design” stało się modne, odmieniane w mediach przez „dizajnerskie” przypadki, pożądane w reklamach, używane niczym slogan - nie zgadzać się na byle jakość, którą wnosi chwilowa moda. O szacunku dla własności kreatywnej. O docenianiu rozwoju i sukcesów polskich designerów, co jednocześnie nie zwalnia nas od krytycznego spojrzenia czy tolerowania plagiatów.

„O ZAMIATANIU POD DYWAN” - z historykiem dizajnu, dr Krystyną Łuczak-Surówką rozmawia Zdzisław Sobierajski.

Krystyno, jak to jest być jedyną profesjonalną krytyczką i historyczką polskiego designu?

Myślę, że do końca to ja nie jestem jedyna, ale faktycznie działam już od kilkunastu lat, więc mam pewną przewagę związaną z wiedzą i doświadczeniem. Zaczęłam zajmować się tym kiedy jeszcze wszyscy się krzywili na słowo design. W tej chwili termin ten przeżywa, nie wiem jak to nazwać: renesans czy boom, a może taką fazę snobistyczną. Lubię słowo snobizm, ma ono przecież pozytywne korzenie. Kojarzy się z tym, że ktoś aspiruje wyżej. Liczę na to, że ta moda na design przyniesie większą świadomość tej dyscypliny.

O polskim dizajnie można przeczytać wiele publikacji. Jest organizowanych wiele imprez. Powiedz, jaki Twoim zdaniem, jest poziom wydarzeń, które promują polski design produktowy? Mam tu na myśli festiwale, publikacje, czy konkursy, w których różne projekty są nominowane i nagradzane. Jak oceniasz polski rynek, w stosunku do podobnych wydarzeń na świecie?

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, bywa z tym bardzo różnie. Bo widomo, że jak się jakaś dyscyplina rozwija to więcej o niej mówimy. Więcej osób jest nią zainteresowanych, co też powinno oznaczać większe wymogi stawiane sobie. A tymczasem okazuje się, że czasem na łamach polskich czasopism branżowych, które same o sobie piszą w superlatywach, pojawiają się informacje prasowe, które nie mają z rzetelnością nic wspólnego. Zdarzają się też sytuacje, że w konkursach nagradzane są projekty, które są plagiatem, a jurorzy na to nie reagują.

Czyli de facto sankcjonujemy takie sytuacje?

Tak, i to jest niedobre. Gdy jest kilkuosobowe jury i pomimo tego zdarza się taka sytuacja  - to nie jest miłe. Wszyscy jesteśmy ludźmi, i możemy się pomylić, ale wypada wtedy wydać oświadczenie pod tytułem, „że zdarzyła się taka a taka sytuacja, jest nam niezmiernie przykro”. Na fakt, że ktoś wystawił do konkursu plagiat – organizatorzy zawsze mogą powiedzieć, „nie myśmy to zrobili.” Zgodnie z prawdą zgłoszenie przyszło podpisane czyimś nazwiskiem i ma to moc prawną, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Sportowcom, za stosowanie dopingu, odbiera się medale i wyklucza z kolejnych zawodów. Czy to jest oczywiste tylko w sporcie?

Prawo obowiązuje wszędzie, choć rzeczywiście stanowisko środowiska jest tu kluczowe. W sporcie zasady są jasne. W designie też nie możemy sobie pozwolić na ignorowanie takich sytuacji. Inaczej pokazujemy osobie, która stworzyła skopiowany później oryginał, że jej praca nie jest szanowana. Z drugiej strony plagiat jest tak bardzo zmitologizowany, że młodzi projektanci się denerwują, gdy ktoś im powie, że coś podobnego już jest. Spokojnie. Nie dajmy się zwariować. Wiele podobnych do siebie projektów powstało w czasach kiedy nie było Internetu. To, że dzisiaj mamy dostępność do informacji to nie znaczy, że my tylko sprawdzamy, siedzimy i oglądamy.

Ale dziś łatwiej jest, w tych tysiącach czy milionach publikacji zebranych w Internecie, odszukać rzeczy podobne co nie oznacza, że skopiowane.

Pewnie jest łatwiej. W tym momencie zaczyna się jednak cienka granica. Wiem, że powinniśmy się skupić na swojej pracy. Na podejmowaniu decyzji. Bo ten kształt, ta krzywizna, ta zmiana, ten układ funkcjonalny, ten typ łączenia – zawsze się znajdzie coś co będzie mniej lub bardziej podobne. Stracimy dużo czasu na bawienie się właściwie w co? W porównywanie się z innymi? Nie porównujmy się z innymi. Róbmy swoje. Jak się okaże, że ktoś zrobił coś podobnego, to wtedy jest kwestia argumentacji. Nie może być jednak przyzwolenia na sytuację, że projektant X przygotował projekt, który wygrywa konkurs festiwalowy, a który jest plagiatem innego projektu. Projektu znanego, już nagrodzonego.

Czy to oznacza, że ludzie którzy zajmują się promocją designu produktowego w Polsce, nie powinni się tym zajmować, jeżeli nie mają ku temu odpowiednich, potwierdzonych kompetencji.

Organizatorzy często nie robią żadnej weryfikacji. I to jest właśnie problem. W momencie kiedy ktoś dopuszcza się czegoś takiego, żeby np. skopiować projekt i zgłosić go na konkurs jako swój, to co trzeba mieć w głowie?…  A przecież był taki przypadek. Plagiat wygrał konkurs. Zdumiało mnie to, że poza kilkoma osobami wszyscy nabrali wody w usta.

Sama doświadczyłaś podobnego działania. Niedawno, po raz czwarty, Kapituła prestiżowego Design Alive Awards, wybrała finalistów konkursu. Zareagowałem wtedy bardzo ostro na jedną z nominacji, gdy za Twoją pracę włożoną w medialne wypromowanie fotela R58 zaprojektowanego przez Romana Modzelewskiego, nominowani zostali Twoi byli wspólnicy z firmy Vzór. Design Alive Awards to jak piszą organizatorzy, jedyne w Polsce nagrody za kreatywne myślenie. Twórcy zostają uhonorowani w trzech kategoriach - Animatora, Kreatora oraz Stratega. 

Myślę, że nie pierwszy i nie ostatni raz zdarzyła się sytuacja, którą potem sprytnie zamieciono pod dywan i kiedy faktycznie ktoś został doceniony za pracę innej osoby. Z tegoroczną edycją konkursu Design Alive Awards 2015, jak się okazało, było więcej problemów. W paru nominacjach były poważne błędy merytoryczne. W związku z tym zrezygnowałam z bycia jurorem w tym konkursie. Szczególnie, że po mojej interwencji w tej sprawie czekałam bardzo wiele godzin na reakcję redakcji. W obliczu jej braku powiadomiłam wtedy całe jury, jak wygląda sytuacja i dlaczego, z oczywistych przyczyn, nie podpiszę się swoim nazwiskiem pod tymi nominacjami. Warunki merytoryczne każdego konkursu są dla mnie bardzo ważne. Jako jurorka zasiadam w Kapitułach konkursów pro publiko bono. Tak jest w większości konkursów w Polsce. Traktuję to jako mój wkład w działania promocyjne dyscypliny. Jednak skoro poświęcam swój czas to wymagam od organizatorów przynajmniej godnych warunków do pracy czyli merytorycznego poziomu konkursu. Nie może być tak, że pojawia się nominacja dla osoby X. I ta nominacja jest konkretnie sprecyzowana za co i te osiągnięcia, które są wymienione, nie należą do osoby X tylko do innych osób. To nieprawda, a informacja ta jest niezwykle prosta do zweryfikowania.

Więc gdzie tutaj wystąpił błąd?

Nie wiem. Wiem tylko, że w związku z powyższym zrezygnowałam z udziału w jury konkursu Design Alive Awards. Jedna z tych sytuacji dotyczyła personalnie mojej osoby. Miałam oceniać kogoś za pracę która była mojego autorstwa. Było to o tyle przykre, że ja z pismem Design Alive współpracuję od paru lat. Mam tam swoją rubrykę autorską „Selekcje”, gdzie piszę o polskim projektowaniu do roku 1989. Te teksty zawsze dawały mi dużo radości. A firmę Vzór tworzyłam najpierw z Jakubem Sobiepankiem, później dołączył do nas Michał. Pierwsze wzmianki o naszych działaniach publikowaliśmy w Design Alive. Więc to nie jest tak, że redakcja jest kimś obcym, kto nie jest świadomy. Było przykro, ale teraz myślę, że jest to cenna lekcja. Przecież zawsze można się spotkać z brakiem szacunku adresowanym do naszej pracy. Zwykle to ja staję w obronie innych, bo nie rozumiem jak można o kimś zapomnieć, jak pominąć jego/jej/ich pracę? Dziwna sytuacja.

Dlaczego się ona wydarzyła?

Na to pytanie jest w stanie odpowiedzieć tylko redakcja Design Alive, która te nominacje przygotowała, opracowała i wypuściła w świat. Prawda jest taka, że nominacje wyszły do publicznej wiadomości w piątek 30 października ok. godziny 12,00. Ja miałam wykłady na Akademii do godziny 18.00. Jak skończyłam, miałam już kilka telefonów i wiadomości z pytaniem „O co chodzi?” „I dlaczego oni są nominowani za strategię, którą ty opracowałaś i zrealizowałaś?”. Po pierwszym szoku przeczytałam wnikliwie wszystkie pozostałe nominacje w tym konkursie i wtedy się okazało, że to nie jest jednostkowy przypadek. Był jeszcze drugi, ale osoba nominowana za dokonania swoich pracowników, sama zrezygnowała z udziału w konkursie.

Czy to świadczy o tym, że w środowisku promotorów polskiego wzornictwa produktowego mamy koterie? Wybieramy na zasadzie lubię, bo znam. Czy właśnie takie wartości są preferowane?

Mnie na pewno będzie trudno oceniać ten aspekt, który dotyczył mojej osoby. Może odwołam się więc do tego drugiego przypadku, który szybko zniknął z nominacji. Osoba nominowana sama zwróciła się o usunięcie jej nazwiska.

Z listy nominowanych osób do tegorocznej edycji konkursu zniknęła Ewa Gołębiowska i Piotr Voelkel.

W moim odczuciu wygląda to tak. Ewa została nominowana. Ewę Gołębiowską wszyscy znamy i szanujemy. Pomijam już to, że Design Alive wywodzi się też z Cieszyna. Natomiast to, co robi Ewa w Cieszynie budzi mój wielki szacunek. Ewa jest dla mnie jak założycielka IWP, Wanda Telakowska we współczesnej odsłonie. Ma wspaniały dar umiejętnego łączenia ludzi. Ewa jest fenomenem. Ważną postacią w naszym designie.

To dlaczego wycofała swoją kandydaturę z konkursu i plebiscytu publiczności. Przecież miała dużą szansę wygrać ten konkurs?

O to należałaby zapytać samą Ewę Gołębiowską. Wiem jedynie, że Ewa nominowana została za projekt „Wool”, który był realizowany przez jej zespół. Gdybym ja była dyrektorem jakiejś jednostki i zostałabym nominowana za pracę moich ludzi, to poczułabym się bardzo niezręcznie. To był bardzo ciekawy projekt. Dużo o nim pisano. Na jego stronie internetowej wymienione są osoby, które nad nim pracowały. Wiedza o tym kto go realizował nie jest tajemnicą. A tu zrobiono trochę tak, jakby za wystawę realizowaną przez osobę X nagrodzić dyrektora muzeum. Owszem można by tego dyrektora dołożyć, bo kieruje placówką, podjął decyzje, przyjął ten projekt do realizacji. Ale nie można pominąć zespołu, a tak to zrobiono w tym konkursie.

Przecież redakcja Design Alive mogła nominować Ewę Gołębiowską za 10-cio letni dorobek w promowaniu ludzi polskiego dizajnu i miasta Cieszyn…

Może nie mogła, bo nagroda Design Alive Awards jest przyznawana za ostatni rok działalności. Dlatego pewnie pojawił się znany medialnie projekt „Wool”. Problem polega na tym, że nie powinien się pojawić bez nazwisk jego faktycznych autorów i realizatorów. To jest brak szacunku dla czyjejś pracy. Mówimy tu o piśmie i portalu, który ma design w swojej nazwie. Działa na rynku od lat. Jest opiniotwórczy. Więc to jest troszeczkę inna sytuacja.

No ale przecież redakcja tego kwartalnika, już od kilku lat zajmuje się promocją polskiego wzornictwa i nazwisk ludzi z nim związanych.

Właśnie dlatego dla mnie jest tutaj zgrzyt. Nie bez przyczyny pisałam o żenująco niskim poziomie pewnej wystawy, promującej polskie wzornictwo z czasów PRL’u, zorganizowanej w centrum handlowym w Poznaniu. Na tej wystawie, wiele znanych eksponatów, podpisano „autor nieznany”. Autor był pewnie nieznany tylko organizatorom, jednak my powinniśmy wymagać chociaż minimalnego poziomu takich wydarzeń. Tym bardziej kiedy mamy znany konkurs, który odbywa się co roku. Konkurs który się rozwija. W którym jest Kapituła przyznająca tytuły: KREATORA, ANIMATORA I STRATEGA roku.

Czy pisząc do redakcji i motywując swoją rezygnację udziału w jury zastanawiałaś się co będzie dwa dni później, jak wszyscy pozostali jurorzy się zjadą na obrady, a Ciebie tam nie będzie?

To nie było miłe. Oczywiście ja im tego nie zgotowałam, ale nie ukrywam, że było mi w dwójnasób przykro. Np. ta sytuacja, że Ewa wycofała swoją kandydaturę myślę, że dała jurorom jakąś ulgę. Bo oba przypadki zostały jakby zamiecione pod dywan, a panowie z Vzoru dostali po prostu kolejną, inną nominację. (cyt.:  wprowadzenie projektów foteli Czesława Knothe do świadomości masowej jako polskiej ikony wyposażenia wnętrz.)

Wiem, że w praktyce wykonali na razie jeden prototyp, specjalnie na łódzki konkurs Must Have!

Tak. Ta nominacja została zamieniona już w trakcie głosowania internautów, żeby wyjść z tego impasu z twarzą. W mojej ocenie taka sytuacja nie powinna się jednak wydarzyć w ogóle. Nie w roku 2015. Nie w branżowym piśmie. I nie podczas czwartej edycji prestiżowego konkursu Design Alive Awards.

Krystyno. Dużo piszesz i publikujesz. Twoje artykuły, eseje czy felietony można przeczytać w wielu miejscach. Czy zdarzyły ci się sytuacje, gdy redaktorzy zechcieli „udoskonalić” treści twoich publikacji?

Zawsze czułam wtedy dyskomfort. Ale po jakimś czasie każdy z nas przechodzi nad pewnymi rzeczami do porządku dziennego. Jednak staram się, na miarę możliwości, autoryzować swoje wypowiedzi i teksty. Zdarzały się sytuacje, że przypisywało mi się zdania których nie wypowiedziałam. Kiedyś na przykład, przeczytałam „(…) że byłam zdesperowana biegnąc za śmieciarką, z której wystawała lampa (…)”. Mogłam być zmotywowana by w kilkunastocentymetrowych szpilkach gonić śmieciarkę, bo chciałam mieć tą lampę, ale desperację zostawmy w spokoju. Takich rzeczy i takich słów należy unikać. Dbam o to, ponieważ w tych publikacjach pojawia się moje nazwisko.

Masz bardzo trudny zawód. Historyczka designu. Publicystka. Znawca wszystkiego, co na rynku jest dizajnerskie.

A są jakieś inne, łatwe zawody?

Nie wiem, ale jestem głęboko przekonany, że gdyby ktoś chciał Ci tej pracy zakazać, to byś takiego delikwenta własnoręcznie unicestwiła.

Jak każdy z nas, miewam momenty przesilenia. One są zwykle związane z takimi sytuacjami jak ta wspomniana powyżej. To są momenty, gdy człowiek zaczyna się zastanawiać: „po co?” i „czy to w ogóle cokolwiek da?”. Oczywiście to są krótkie momenty, ale czasami mam ochotę sprzedać wszystko, wyjechać. Żyć sobie na jakiejś wyspie szczęśliwej. Jeść mango i banany prosto z drzewa. (hahahaha). Oczywiście dawno nie byłam na urlopie. W pierwszym tygodniu mogłabym zakopać telefon 3 metry w piachu, siedzieć na plaży, korzystać z wiatru i słońca. Nie robić nic, a świat by o mnie zapomniał. Wiem jednak, że to byłoby krótkotrwałe. I tutaj myślę, że masz rację. Nie da się przestać kiedy tym żyjesz. Mam wiele projektów zaczętych w głowie. Jadę autem i o nich rozmyślam. Oczywiście wtedy katuję się myślami, że jeszcze ich nie zrealizowałam. Wieczorem znów zaczynam o nich myśleć, to potem pół nocy nie śpię… Ale to jest związane z tym, że wchodzę na ten rodzaj emocji, bo to lubię. Myślę, że każdy zawód, jakikolwiek by nie był, jeżeli się go lubi i chce się go robić, to on łatwy nie jest. Nie w takim sensie, że my się z nim zmagamy. To rodzaj pracoholizmu. Jeżeli nie pracujesz w korporacji, nie nienawidzisz swojego szefa, tylko jesteś sam swoim szefem, to nie musisz go oczywiście kochać w lustrze, ale jest ci bardzo trudno przestać pracować, bo to lubisz. I tu jest ta pułapka. I stąd pewnie pojawiają się takie momenty przesilenia. Zwłaszcza jak się nagle okazuje, że nasza, wcześniej zauważana praca, zostaje zapomniana przez autorów znanego konkursu. Ja staram się zawsze kilka razy wszystko sprawdzać, stąd wiele informacji nadal mam „w nawiasie”. Jestem przecież historykiem designu. To jest zawód, w którym rozlicza się mnie z wiedzy i rzetelności.

Ale skoro robisz to co tak bardzo lubisz, to nie musisz pracować, bo to nie jest praca, tylko pasja…

(hahahaha) Przyjaciele mówią, że jestem pracoholiczką. Tylko czy to jest praca? Czy to jest przyjemność? (hahahaha) Z jednej strony to jest zawód i praca, ale dla mnie przede wszystkim to jest przyjemność. Ludzie pytają mnie „czy ja się nie boję mówić publicznie?”. Albo „jaki ja mam stosunek do studentów?”. A ja bardzo lubię studentów i nie boję się publicznie mówić. Zdarzały mi się takie sytuacje kiedy byłam w bardzo trudnym momencie życiowym. Wtedy potrafiłam przyjechać na Akademię Sztuk Pięknych kilka godzin wcześniej niż miałam wykłady. I pierwszy student, który mówił mi „Dzień Dobry” odczarowywał mój dzień. Zdarza mi się czasami, że jadę do pracy chora i z gorączką. Wchodzę do sali, a studenci mówią „oj bladziutka Pani, czy wszystko w porządku?” „może Pani usiądzie” a najczęściej na wykładach stoję, chodzę i mówię. Jak zaczynam wykład w przeciągu paru minut wszystko się zmienia. Wchodzę na jakiś taki rodzaj emocji, który jest czymś niezwykle pozytywnym. Nawet jak się ciężko pracuje, to te akumulatory się ładują. Powiem więc, że to jest praca, ale też to jest duża przyjemność. Czy może być coś piękniejszego, gdy ktoś jest takim gadułą jak ja? W dzieciństwie byłam bardzo nieśmiała, potem zaczęłam mówić dużo i nie mogłam przestać. Wszyscy mówili, że to jest straszna wada. Nieraz się wstydziłam. Później okazało się, że w pracy to jest mój sukces! Z wady zrobiłam zaletę. Moja praca dała mi taką magiczną możliwość.

Krystyno. W imieniu portalu Exspace.pl, największej gadule i czarodziejce polskiego designu, za tą rozmowę bardzo dziękuję.

Ja też dziękuje. Bardzo miło się rozmawiało.

 ___________________

dr Krystyna Łuczak-Surówka

Historyk i krytyk designu. Absolwentka Instytutu Historii Sztuki UJ, gdzie jako pierwsza obroniła pracę magisterską, a następnie doktorską z historii polskiego wzornictwa. Obecnie pracuje nad habilitacją – monografią Teresy Kruszewskiej.

Wykładowca warszawskiej ASP. Prowadzi wykłady i szkolenia z zakresu designu na uczelniach wyższych oraz dla instytucji i firm. Autorka wielu publikacji z zakresu historii i teorii designu. Kuratorka wystaw. Kolekcjonerka polskiego designu. Prowadzi własną firmę DESIGN BY PL i pisze o polskim designie na stronie designby.pl. Współtwórczyni marki VZÓR przywracającej klasyki polskiego wzornictwa. Założycielka i organizator akcji charytatywnej DESIGN DLA ZWIERZĄT. Niezależny konsultant projektów wdrożeniowych dla firm. Specjalistka w zakresie polskiego designu. Jeden z ekspertów w filmie „Poużywajmy sobie. Historia polskiego wzornictwa” produkcji Domo.tv - Canal+.

www.designby.pl

___masz ciekawe realizacje - odezwij sie do nas: info@exspace.pl

 

 

 

wizytówki

Komentarze:

loading
Proszę sie nie gniewać, ale DAA nie jest konkursem prestiżowym. Myśle ze wiele osób które zaangażowało sie we współpracę z Ewa Trzcionka chce o tym na zawsze zapomnieć.
skomentowany przez    Urszula    07 grudzień 2015, 11:54 obserwuj post

Reklamy

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.