Reklama

wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY
24 grudnia 2015
wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY

”O jakości promocji dizajnu” – z Ryszardem Balcerkiewiczem rozmawia Zdzisław Sobierajski

O polskich szkołach dizajnu, efektach organizacji  wystaw i festiwali dizajnu, oraz o tym jak pracować z dizajnerami, z Ryszardem Balcerkiewiczem rozmawia Zdzisław Sobierajski.

Ryszardzie. Jesteśmy dzisiaj na konferencji Forum Dobrego Dizajnu. To jest cykliczna impreza na które środowisko rozmawia o dizajnie.  A jak Ty definiujesz dobry dizajn?

Słowo design jest dzisiaj nadużywane. Pod tym pojęciem pokazuje się praktycznie wszystko, niekoniecznie z myślą o kliencie ostatecznym. Przeciętny Klient często odbiera design jako produkt dziwny, nie ergonomiczny, drogi. A design powinien być “użyteczny”, w innym przypadku jest tylko atrakcyjną stylizacją.

A jak w zespole Noti definiujecie dizajn?

W swojej strategii od początku powstania Noti posługiwaliśmy się hasłem “Po pierwsze design” , jednak celem było pokazywanie produktów zaprojektowanych przez uznanych projektantów takich jak Jerzy Langier, który przeszedł długą drogę jako przedsiębiorca i projektant.

Przedsiębiorca został projektantem? Przecież tego fachu uczą w Akademiach Sztuk Pięknych.

Z tego co wiem Jerzy nie skończył żadnej uczelni artystycznej, a mimo to jego prace w latach dziewięćdziesiątych były na europejskim poziomie i najlepsze w Polsce. Nie mógł projektować i produkować produktów, których by klient nie kupił.  Musiał mierzyć się z rynkiem i odpowiadać na jego potrzeby. Musiał utrzymać i rozwijać firmę. Dać pracę. Zapewnić wynagrodzenie dla kilkudziesięciu pracowników i to systematycznie co miesiąc. Takie doświadczenie uczy projektowania osadzonego bardzo blisko użytkownika.

Na promocję współczesnego polskiego designu produktowego wydajemy bardzo dużo pieniędzy. Jak te wydatki się przekładają na rozwój karier promowanych projektantów czy na ich dochody? Powiedz proszę, jak z Twojej perspektywy to wygląda na tle dzisiejszego wystawiennictwa.

Jako przedsiębiorca i twórca dwóch renomowanych marek zawsze powtarzam, że promocja i środki powinny iść na promocje marek i firm które wdrażają zaprojektowane produkty. Tylko sukces tych firm spowoduje dobry przykład do naśladowania dla innych producentów. Tacy producenci będą potem zatrudniali zdolnych absolwentów - projektantów, a tym samym będzie się rozwijał rynek innowacyjnych, dobrze zaprojektowanych przedmiotów i usług.

Ala takie wsparcie o którym teraz mówisz to są jakieś sporadyczne działania. Trzeba by długo szukać przykładów. Nasza gospodarka jest na ogół odtwórcza.

Oczywiście, dzisiaj łatwiej jest być kooperantem. Dostawca więcej  zarabia mimo niskiej marzy, którą płacą odbiorcy sieciowi na Zachodzie. Nie musi inwestować w rozwój. Dostaje do realizacji gotowe projekty.  

Oprócz tanich dostawców są jeszcze „kopiści”.

Tak. Innym wariantem jest kopiowanie znanych, światowych  wzorów. Wdrożenie nowości zawsze obarczone jest dużym ryzykiem biznesowym. Budowa marki i projektowanie wyrobów jest bardzo kosztowne i długotrwałe. Do tego należy doliczyć dużo kosztów marketingowych i budowy sieci sprzedaży takich, autorskich produktów. Bez pomocy strukturalnej, przedsiębiorcom jest bardzo trudno się przebić. Szczególnie w eksporcie. Polskie firmy są po prostu za biedne. Ja stworzyłem dwie marki w pierwszym pokoleniu. Robię to od trzydziestu pięciu lat, dlatego dzisiaj to moje dzieci zarządzają naszymi firmami. Znane marki światowe, to często firmy rodzinne budowane od kilku pokoleń i w zupełnie innych warunkach biznesowych.

Kiedyś Dorota Koziara powiedziała: „Włosi mają jeden festiwal designu, ale dobry. I wystarczy im na cały rok. Wzory rozjeżdżają się po całym świecie, są zamawiane, produkowane. Jest praca. Jak z twojej perspektywy wygląda skuteczność promocyjna polskich wystaw i festiwali.

Powstaje dużo rożnych festiwali i wystaw designu, które tak naprawdę dla biznesu i rozwoju wzornictwa niewiele znaczą. Mam wrażenie że organizatorzy inicjują to, ze względu na dotacje unijne i odfajkowują potem, że taka impreza się odbyła. W Polsce znaczenie mają dwa lub trzy festiwale.

A może licznie organizowane wystawy zagraniczne, dają lepszy efekt promocyjny? Mieliśmy w tym roku kilkanaście takich wydarzeń.

Z tymi wystawami jest jeszcze gorsza sytuacja. Co instytucja, to większe aspiracje organizatorów wyjazdu do zupełnie nieprzemyślanych, z punktu widzenia biznesowego, miejsc. Najczęściej wożą tam efekty pracy uczelni lub młodych, niedoświadczonych projektantów. Mam wrażenie, że poza satysfakcją dla organizatorów i kilku osób, które załapią się na ciekawy wyjazd, tego typu wydarzenie nic nie daje. Ani biznesowo, ani promocyjnie.

Ale przecież można wcześniej zebrać informacje o rynku, dostosować przekaz takiej wystawy do specyfiki i oczekiwań gospodarzy. To są przecież rutynowe działania przy planowaniu przekazu promocyjnego i komunikacji każdej kampanii marketingowej.

Tak, jednak ciekawe by było badanie efektów tych przedsięwzięć. Do jakiej grupy docelowej te nasze wystawy komunikujemy? Czy to są uczelnie? A może młodzi projektanci? Moim zdaniem, w sensie biznesowym, nic z tych wystaw nie wynika. Pokazywanie wdrożonych produktów zaprojektowanych przez najlepszych polskich projektantów, wyprodukowanych przez najlepsze polskie firmy ambitnie budujące marki miałoby sens biznesowy. Ale tego organizatorzy na ogół nie robią.

Jesteś czasem jurorem w różnych konkursach. Jest bardzo mało konkursów, w których jurorami są przedsiębiorcy. Jest dużo konkursów „festiwalowych”, gdzie jurorami są wykładowcy akademiccy animatorzy i publicyści. Czy mamy dwa rodzaje konkursów w Polsce: takie, które warto wygrywać bo czeka praca i te, których wygraną można sobie wpisać w portfolio, ale nie ma z tego tytułu istotnych gratyfikacji?

Czasami jestem zapraszany jako juror do różnych konkursów. W miarę możliwości odpowiadam pozytywnie, jest to ciekawe doświadczenie dla mnie, jako przedsiębiorcy. Mam możliwość kontaktu z młodymi ludźmi posiadającymi zupełnie inne podejście do rzeczywistości. Chce również przekazywać im moje doświadczenie inwestora i producenta. Konkursy dla młodych projektantów mają sens, ponieważ dają możliwość sprawdzenia się w konfrontacji z innymi projektantami.

Przecież designerzy najczęściej szukają pracy, a nie konfrontacji z koleżankami i kolegami po fachu.

Projekty z konkursów nie nadają się do wdrożenia w firmach, ponieważ nie przeszły wszystkich koniecznych etapów, które powinny się odbyć. Od badania potrzeb rynku, określenia ceny wyrobu, kosztów, technologii, bardzo ważnego i kosztownego modelowania prototypu. Takiego modelu pracy brakuje na naszych uczelniach. Dlatego tylko realna współpraca z przemysłem może coś zmienić. Projektant aspirujący do zawodu powinien się starać o praktyki w przedsiębiorstwie, najlepiej zaczynając od  pracy fizycznej tak, aby poznał materiały i technologię.

Ryszardzie. Mam wrażenie, że idealizujesz. Nie znam Akademii której można zaoferować taką współpracę. Moje liczne próby zawsze grzęzły u „pań z dziekanatu”. Praktykantów i stażystów zawsze znajdowałem poprzez  osobiste relacje z wykładowcami. Jak Ty widzisz rynek praktyk zawodowych dla designerów?

Rynek jest dziś trudny i młodzi absolwenci mają wielki problem ze znalezieniem pracy. Jest bardzo mało firm które chcą zatrudnić projektanta bez doświadczenia. Każdy aspirujący do zawodu projektant potrzebuje dużo czasu, by poznać specyfikę firmy i nauczyć się współpracować z przedsiębiorcą. Tego etapu nie da się ominąć jeśli poważnie traktujemy zawód projektanta dla przemysłu. Taka praca wymaga profesji. Praktyk zawodowych powinno być jak najwięcej.

Ryszardzie. Masz ponad dziesięcioletnie doświadczenie z marką Noti, a z Balmą ponad trzydziestoletnie. Powiedz jak wybierasz dizajnerów do współpracy. Co trzeba zrobić by dostać pracę projektanta produktów NOTI?

Nie mamy projektantów na etacie, staramy się współpracować z projektantami którzy odnieśli już znaczny sukces, mogą wnieść wartości dodane do firmy. Potrafią wzmocnić markę. Dobry, znany projektant i dobra marka mają wspólnie większą  szansę odnieść sukces rynkowy.

Przygotowujecie dla nich briefy projektowe?

Zdarza się, że piszemy brief poprzedzony badaniami potrzeb rynkowych i zapraszamy projektantów do złożenia koncepcji. Czasem prosimy projektanta, którego chcemy pozyskać o przedstawienie indywidualnych propozycji dla Noti. Ale mamy za sobą także kilka bardzo udanych wdrożeń będących efektem współpracy ze studentami Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Nasze bardzo rozpoznawalne produkty takie jak fotel Comfee czy siedzisko Bouli, to przykłady współpracy z najmłodszym pokoleniem projektantów.

Czy w takim razie możemy zaryzykować stwierdzenie, że każdy designer może być projektantem Noti, ale pod warunkiem, że ma dobre wyczucie, zna technologię, oraz potrafi zaprojektować meble osadzone w ekonomii produkcji przemysłowej?

I do tego potrafi zaprojektować mebel wyjątkowy, posiada już dorobek wdrożeniowy i udokumentuje swoje kompetencje.

W imieniu portalu Exscape.pl bardzo dziękuję za rozmowę.

___________

Ryszard Balcerkiewicz od 1978 roku rozwija markę Balma, a od 11 lat również markę Noti. Pracuje z najlepszymi. Człowiek pracy organicznej. Inwestor. Przedsiębiorca. Mecenas.

www.noti.pl

www.balma.com.pl

 

 

wizytówki

Komentarze:

loading
Nikt jescze nie skomentował tego artykułu.

Reklamy

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.