Reklama

wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY
29 stycznia 2016
wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY

„O płytkości wystaw promujących projektantów” - z dr Krystyną Łuczak-Surówką rozmawia Zdzisław Sobierajski.

"Projektanci nie komunikują swoich kompetencji przez realizacje produktowe. Wolą pokazywać swoje twórcze możliwości poprzez wydarzenia festiwalowe. Co sprawia, że środowisko pokazuje swoje kompetencje, poprzez festiwalowo – freesylowy design? Praktycznie nie ma w Polsce wystaw, które pokazywałyby relacje biznesowe. Śląska Rzecz, czy Dobry Wzór to za mało by promować polski dizajn w środowisku biznesowym. „O płytkości wystaw promujących projektantów” - z historykiem dizajnu, dr Krystyną Łuczak-Surówką rozmawia Zdzisław Sobierajski.

Krystyno. Na promocję współczesnego polskiego wzornictwa, designu produktowego wydajemy bardzo dużo pieniędzy. Jak Twoim zdaniem to się przekłada na efekty, na rozwój karier tych projektantów czy dochody? Powiedz proszę jak z twojej perspektywy krytyka i historyka to wygląda na tle dzisiejszego wystawiennictwa.

Myślę, że to będzie różnorodnie przekładało się w zależności od tego o jakich mówimy projektach. Dla młodych projektantów jest to okazja pojechać i pokazać się. Natomiast z tego co wiem, nie przekłada się to na pozyskiwanie nowych klientów bezpośrednio. Publikacje sprawiają, że informacje o projektach gdzieś docierają, ale też nie ukrywajmy, że to są publikacje branżowe, które czyta wąskie grono osób zainteresowanych dizajnem. Nawet te pisma branżowe trochę się ślizgają po powierzchni. Drukują informacje prasowe, które dostają od autorów wystaw. To jest ta sama notka, która jest w różnych miejscach. To z kolei powoduje, że ten obraz nam się zlewa, bardzo trudno wyłuskać te produkty i nie zawsze rozumiemy zasadę działania tego produktu. Bo ktoś się nad tym nie pochylił i nie napisał kilku zdań z własnej perspektywy. Czy to wynika z faktu, że ileś tych rzeczy trzeba przerobić, a redakcja ma ograniczona ilość osób, czy to wynika z faktu, że ktoś nie chce czy nie umie? Tego nie wiem. Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Myślę, że projektanci w pewnych momentach, tak jak każdy z nas, popełniają błędy i na nich też się uczą. Na tej podstawie wiedzą, jaka promocja działa, a jaka nie.

To nie są jedyne problemy z płytkością naszych wystaw.

Tak. Z wystawami bywa inny problem. Poza festiwalami czy targami designu, których też nam się namnożyło, poza różnymi wystawami, które są związane z producentami czy promowaniem młodych projektantów - to niestety pojawiają się rzeczy, których nie nazwałabym nawet wystawami. I to jest dosyć bolące. Jesienią, na Dworcu Głównym w Poznaniu, a wcześniej miało to miejsce parę lat temu w Krakowie, pojawiła się wystawa nie wiem czy polskiego designu czy wzornictwa okresu PRL-u. To kolejna modna kalka, którą wszyscy się posługują z taką intensywnością, że za chwileczkę będziemy mieli odruch wymiotny. Moda by „zagłaskać kotka na…” niekoniecznie wgłębiając się w wartości obecne w tym okresie. To jest to, czego się boję. Jeżeli nie umiemy dobrze spojrzeć, a przynajmniej nie większość z nas, nie może być czegoś takiego, w mojej ocenie. I nie może być też zgody środowiska na to, żeby były pokazywane projekty, które mają lat 50 czy 40 bez nazwisk projektantów. One były opisywane i to nie tylko w publikacjach naukowych, ale pojawiały się też na łamach pism. Nie jest to tajemnica poliszynela, a na obiektach napisane jest projektant nieznany. Nie ma podanego kuratora wystawy, wystawa jest medialnie promowana hasłami „wzornictwo” i „PRL”. Na to Centrum Handlowe posiada budżet. A na sprawdzenie autorów i pochodzenia eksponatów skąpi…?

Było tam pokazanych bardzo wiele pięknych eksponatów.

Tak, ale jeżeli jest telewizor Vela i nie ma tam Pańkowa? To umówmy się, że to jest jednak 50 lat za późno, żeby tego nie wiedzieć. Jest tam projekt Steena Ostergaarda, również jako bezimienny… Krzesło, które było w Polsce, w Krywałdzie produkowane. Krzesło, które spotykaliśmy w wielu lokalach publicznych. Zresztą w Krywałdzie cała stołówka pracownicza była pięknie nimi urządzona. Na tym krześle jest napisane Made in Poland i dlatego zostało ono włączone w wystawę. Jest Made in Poland, choć nie musi być zaprojektowane w Polsce. Natomiast nie ma takiej możliwości, żeby nie napisać nazwiska projektanta, który jest powszechnie znany. To nazwisko znane jest nie tylko w Polsce, ale też na świecie. Są zdjęcia siedzącej Anny Jantar na meblu - ikonie, które były na okładkach różnych pism. Krzesło 290 zaprojektowane w 1966 roku dla CADO jest naprawdę bardzo znane. Tych informacji na tej wystawie nie ma, a to świadczy w sposób żenujący o osobach, które robią coś, żeby przyciągnąć publikę, natomiast nie mają kompetencji, żeby to zrobić rzetelnie. Nie muszą mieć, ale niech zatrudnią kogoś kto przynajmniej zweryfikuje taki projekt wystawy.

Jeden telefon do Krystyny Łuczak-Surówki i sprawa była by załatwiona.

Myślę, że nie ja jedna mam taką wiedzę. Dużo rzeczy trzeba zawsze posprawdzać. Rzetelność zawodowa tego wymaga. Ja wielokrotnie pewnych rzeczy nie wiem, ale z chęcią się dowiem.

Czy w związku z modą na vintage na rynku pojawia się dużo podróbek?

Zaczynają się pojawiać. I to podobno od kilku lat. Rok temu rozmawiałam  z pewnym kolekcjonerem, kiedy miałam wątpliwości co do mojej jednej figurki kupionej lat temu 5. I okazało się, że on nie jest w stanie stwierdzić czy jest ona oryginałem czy podróbką. I to mnie trochę załamało. Takie zjawisko ma miejsce. Już po roku 2000 zaczęły pojawiać się podróbki figurek ćmielowskich. Podróbkom mówię stanowcze nie. Kopie mogą mieć pozytywne konotacje w momencie kiedy podajemy, już nawet bym się zgodziła na to, że jest to inspirowane. Pod warunkiem, że jest to zrobione z szacunkiem. Bo jednak to słowo inspirowane zostało w ostatnich latach dosyć brzydko zdewaluowane.

Czy słowo inspiracja zastępuje dzisiaj słowo plagiat?

No niestety w wielu kręgach tak. W tej chwili firmy wypuszczają meble, tzw. Inspirowane i to miał być wytrych do tego, że robią kopie. Różnią się one nieznacznie szczegółem. Na tyle nieznacznie, że klienci nie dostrzegają różnicy między nimi a tym, co widzą na zdjęciach w pismach, Oczywiście nie są przez obsługę informowani, że to nie są oryginalne produkty, więc ja nie dziwię się, że są w stanie je kupić. Mnie to dziwiło o tyle, że różnica pomiędzy np. pewnymi modelami krzeseł jest w granicach 200 zł. Nie jest to różnica, którą klient by nie był w stanie dopłacić w momencie gdyby wiedział, że nie kupuje oryginału. Natomiast jest to na tyle łudzące i celuje się w takie projekty, które są rozpoznawalne. No ale są firmy takie jak Vitra, które mają możliwości. Pierwszych parę lat jakoś to znosiły. W końcu jednak stwierdziły, że basta! I był proces.

Mamy bardzo wielu indywidualistów tworzących projekty wizerunkowe, które ciągle oglądamy na festiwalach i wystawach, a tak mało powstaje trwałych relacji biznesowych w których przedsiębiorca spotkał projektantkę, coś zaiskrzyło, polubili się, popracowali razem. I później urodziły się piękne meble dla jego marki.

Prawda jest taka, że my bardzo mało o to dbamy. W ten sposób funkcjonuje normalny świat.  Dla mediów festiwale i wystawy są interesujące. Dla twórców takich wydarzeń to też jest interesujące, bo to jest coś co przyciąga media. Można się wykazać i przyciągnąć ludzi, żeby oglądali. Niestety nie dbają o to też producenci. Zdarzyło mi się parokrotnie rozmawiać z producentami na różnych design wydarzeniach na których, nie ukrywajmy, nie spotyka się tylko ludzi z branży. Na takich spotkaniach wszyscy się posługują sloganami „Ten produkt zaprojektował/ło ten projektant/to studio projektowe”, „Ten produkt otrzymał nagrodę”. To idzie w mediach. Tylko, że wygląda to jak reklama. Ludzie tego nie zauważają. Natomiast w momencie kiedy idą do sklepu i kupują ten produkt: nie ma nazwiska projektanta. Niby każda firma dba o to w jakim sektorze sklepu stoją jej meble. Przyjeżdżają przedstawiciele, przestawiają je w lewo w prawo. Nie rozumiem jaki jest sens budowania marki, gdy na poziomie klienta nie wychowuje się go również informując o projektancie mebla. Nie rozumiem tego mechanizmu. Niby teoretycznie buduje się markę wzorniczą, a tak naprawdę się tego nie robi.

Może nie warto podawać nazwiska projektanta, bo klienci nie mają wiedzy o polskich dizajnerach?

A to jest rzecz, która potem będzie mogła pracować na markę i projektanta. Nawet jeżeli ktoś to potraktuje jako snobizm., pt.: „Ach to ja kupię z tej oferty to czym się chwalą, tu jest napisany projektant/studio projektowe. To tylko 200 zł więcej…” A dla marki  to jest zysk. I w ten sposób wydaje mi się , że wszyscy dosyć efektywnie byśmy grali do wspólnej bramki docenienia własnej pracy.

Czy to wynika z tego, że projektanci nie komunikują kompetencji swoich przez realizacje produktowe, a jedynie pokazują swoje twórcze możliwości poprzez wydarzenia festiwalowe? Czy z punktu widzenia producenta przemysłu lekkiego, maszynowego czy meblarskiego są traktowani jako plastycy? Jako „dodatek” do wyprodukowania produktu. Co sprawia, że środowisko w ten sposób pokazuje swoje kompetencje, poprzez festiwalowo – kompetencyjny design. Praktycznie nie ma w Polsce wystaw, które pokazywałyby relacje biznesowe.

Jeżeli się zdarzają, to są bardziej dla ludzi odkryciem. Trudno mi jest powiedzieć. Ja się kiedyś zastanawiałam, z racji, że zajmuję się historią designu: ile my mieliśmy bardzo dobrych projektów. I czasami nasza historia, rzeczywistość, która dotyczy szczególnie okresu PRL-u, sprawiała, że one nie wchodziły w fazę realizacji. Że nie miały swojego realnego życia. To dotyczy również okresu międzywojennego. Tutaj też jest ciekawy mechanizm, że są takie projekty i produkty – gdybyśmy się teraz przenieśli w lata 30-ste np. do: Warszawy, która była takim pięknym europejskim miastem. Siedzimy i pijemy sobie kawę w ogródku kawiarnianym… później do Berlina, Paryża czy do Wiednia… i pijemy kawę dalej. Nawet załóżmy, że siedziby w towarzystwie architektów i projektantów. Może się zdarzyć, że osoby będą kojarzyły np.: nazwisko Syrkusów czy Brukalskich. Gdybyśmy zapytali o projektowanie z Polski, to ja jestem w stanie zagwarantować, że jeżeli będziemy w towarzystwie takich właśnie osób, to one odpowiedzą: wyroby metalowe, platerowe z Warszawy w tym absolutnie fenomenalna armatura, która szła na cały świat, wełna z Bielska, jedwab z Milanówka, porcelana z Polski, wyroby z naszych hut szkła. To była jakość. To było wzornictwo. Oni nie znali projektantów, że np. za projektem platerów stoi Julia Kejlowa. Takie dwie strony medalu. Są produkty, które są w użyciu i są bardzo dobre. Jestem przekonana, że one za jakiś czas wrócą. Będziemy o nich uczyć. Natomiast z jakiejś magicznej przyczyny nie umiemy ich dzisiaj docenić. Tak samo jak było kiedyś. Co oznacza że szwankuje nam ta opcja „podaj dalej”. Szwankuje zrozumienie i właściwe podawanie dalej.

Może dążenie do indywidualizmu, wywołuje animozje środowiskowe, a niezdolność do pracy zespołowej objawia się właśnie tym, że mamy tyle festiwali designu i mnóstwo miejsc, gdzie się promuje design indywidualistów. Słyszałem kiedyś, że Włosi mają jeden festiwal designu, ale dobry. I wystarczy im na cały rok. Wzory rozjeżdżają się po festiwalu po całym świecie, są zamawiane, produkowane. Jest praca.

Tak, tylko to jest festiwal, który trwa już ponad pół wieku, więc to też jest już dorobek. Jak zaczynał to był skromny. Natomiast miał swój pomysł. I ja nie mam problemu z tymi pierwszymi festiwalami w dużych miastach, które zresztą istnieją do dzisiaj. Mają swoje kolejne edycje. One sobie wybrały jakąś ścieżkę i sobie ją realizują. Ja to postrzegam w takiej formie, że właśnie: „nie bawmy się w animozje”. Design, to jest szeroka rodzina, szanujmy się wzajemnie. Mam większy problem z tym, że niemalże każda impreza weekendowa nazywana jest festiwalem designu, tygodniem z designem…

…targami designu.

Tak. Targami designu. Niedługo zrobi się tak, że to słowo będzie takim niczym. To jest niestety brak szacunku. Takie medialne, marketingowe wymyślanie. To jest mocne słowo, puścimy te reklamy w radio. Słucham jadąc w samochodzie i gęsia skórka wszędzie… albo słyszę jakąś reklamę hotelu oczywiście co drugie słowo to „designerski”, „funkcjonalny”, „estetyczny”… O czym my mówimy? Nie ma designu bez funkcjonalności, bez estetyki. Więc wymienianie 50-ciu przymiotników mija się z celem.

Ja bym się nie zgodził. Widziałem wiele designerskich przedmiotów, które nie miały znamion funkcjonalności. Nawet zrobiłem eksperyment na Łódź Design Festival: przymierzyłem się do wszystkich krzeseł i foteli tam wystawionych. Tylko w kilku siedziało mi się wygodnie. Reszta była tylko ładna.

Widzisz ja w ogóle nie poważam słowa designerski. Ono dla mnie nic nie wnosi. Design natomiast wnosi coś w bardzo szerokiej perspektywie. Dlaczego często zadaje pytanie: co ktoś rozumie pod słowem „designerski”. Staram się nie wymagać od ludzi czegoś czego oni nie wiedzą. To byłoby z mojej strony nie fair.

A może to jest tak, że my nie dopracowaliśmy się tej terminologii  i designem może stać się wszystko. Wrzucamy do worka z napisem „design” każdą działalność kreatywną. Niemcy są bardziej uporządkowani. U nich nie ma słowa „designer” jest „industrial designer”, Web designer, junior designer, itd. Każdy zna swoje miejsce w szeregu.

I widzisz dodajesz przymiotnik. To jest raczej to czego my musimy pilnować. Nie wnikałabym w terminologie. Bo my mamy tak: wzornictwo, wzornictwo przemysłowe, formy przemysłowe. Do tego jeszcze mamy „dizajn” pisany po polsku. Ja staram się używać słowa angielskiego, nawet jeżeli ktoś będzie mi zarzucał opcję, że jest polska wersja językowa. Robię to konsekwentnie, m.in. dlatego, że w tym momencie uważam, że mam jakieś takie prawo wymagać, żeby to było postrzegane tak jak postrzegany jest design na świecie. Tak jak został w latach 30 XIX wieku wprowadzony do oficjalnej nomenklatury w Wielkiej Brytanii. I tej wersji się trzymajmy. To jest właśnie ta szeroka rodzina. To wymaga doprecyzowania. Wtedy wiemy gdzie jesteśmy. Mało tego, to doprecyzowanie jeszcze może pójść dalej. To nie są narzędzia doskonałe. Na poziomie terminologii bardzo łatwo jest się zagmatwać, łatwo wtedy o animozje. Trzeba mieć świadomość: co, gdzie, jak i kiedy. Jak ktoś przychodzi na studia, to nie wie, czym się będzie zajmował. Podejmuje różne pracownie i wyzwania. W jednych tematach czuje się lepiej, w drugich gorzej. Poznają się w czasie studiów bardzo dobrze, tworzą się czasami jakieś przyjaźnie. Część osób umie docenić swoje umiejętności. Tworzą się jakieś tandemy albo tria, które startują jako firma. Dlatego, że idą kompatybilnie. Jak patrzę na grupy projektowe, to często są to osoby, które gdzieś w trakcie studiów się poznały i doceniły swoje różne umiejętności. Potrafią zrobić sukces z tego. My w ogóle nie działamy w pojedynkę. Nawet snajper nie działa sam. Musi wiedzieć, kogo ma sprzątnąć, gdzie się ma pojawić, ktoś zabezpiecza drogę ucieczki. Mnóstwo osób na to pracuje. Jesteśmy zależni od innych. Umiejętność dostrzeżenia, że ja jestem dobry w tym, on w tamtym - tworzymy zespół  - i możemy takie a takie projekty realizować. Świadomość tego co możemy jest bardzo ważna. Bo nie możemy wszystkiego. To nie jest tak jak powiedział Alberto Sartoris w roku 1936: „Projektant to jest ktoś, kto może zaprojektować wszystko od łyżeczki po samolot”. Jesteśmy w 2015 roku. I poza nielicznymi wyjątkami, bo na pewno się takie zdarzą, nie spotkałam się z takimi projektantami.

Projektant łyżeczek nigdy nie zostanie projektantem samolotów. Nawet Sartoris by mnie nie przekonał. Wiem jak się projektuje samoloty, a z projektowania łyżeczki raczej nie da się przeżyć do pierwszego.

Tu bym się z tobą zgodziła. Bo kto dzisiaj projektuje jedną łyżeczkę? Jeżeli mówimy o poważnym zleceniu, to mogą być całe zestawy sztućców. To nie chodzi o to czy ta łyżeczka będzie bardziej okrągła czy bardziej owalna. Herfa produkowała dużo różnych wzorów, tradycyjnych, wschodnich, amerykańskich, itd. To się cieszyło popularnością, bo ludzie lubią takie kalki. Między innymi pojawił się projekt bardzo prosty, nowy, doceniony w książce „Rzeczy Pospolite”. Nie powiem czyj to projekt, specjalnie. Proszę, by każdy zainteresowany zajrzał do książki.

Krystyno. Na zakończenie chciałbym nawiązać do młodych, zdolnych dizajnerów i ich karier w dzisiejszej rzeczywistości. Jako analityk i obserwatorka rynku dizajnu, jaką byś dała receptę dla dizajnerów dopiero wybierających się na studia. Co jest dzisiaj kluczem do powodzenia ich kariery zawodowej po ukończeniu uczelni?

Ze słów „kariera” i „zawód” wybieram to drugie. Sukcesy bywają iluzoryczne w odróżnieniu od uprawiania zawodu. Takich projektantów cenię. Pracują zgodnie z własnymi umiejętnościami, wiedzą, charakterem i marzeniami. Tak, marzeniami. Nie są to marzenia o kluczu do kariery. To marzenia o poszukiwaniu klucza i drzwi. Co nam po samym kluczu? Innowacja nie odpowiadająca naszym potrzebom nie wniesie w nasze życie nic. Często są to marzenia o czymś czego jeszcze nie było. Nie by być pierwszym tylko dlatego, że brak rozwiązania danego zagadnienia. We wzornictwie liczą się takie marzenia. Muszą przejść w sferę rzeczywistości. Zaistnieć nie na wystawie i nie w czasopiśmie a w rzeczywistości. Jak powiedział Nelson Mandela „Zawsze wydaje się, że coś jest niemożliwe, dopóki nie zostanie zrobione”. Lubię, kiedy design udowadnia mi, że jest zrobione.

Krystyno. W imieniu portalu Exspace.pl bardzo dziękuję za inspirującą rozmowę.

 ___________________

dr Krystyna Łuczak-Surówka. Historyk i krytyk designu. Absolwentka Instytutu Historii Sztuki UJ, gdzie jako pierwsza obroniła pracę magisterską, a następnie doktorską z historii polskiego wzornictwa. Obecnie pracuje nad habilitacją – monografią Teresy Kruszewskiej.Wykładowca warszawskiej ASP. Prowadzi wykłady i szkolenia z zakresu designu na uczelniach wyższych oraz dla instytucji i firm. Autorka wielu publikacji z zakresu historii i teorii designu. Kuratorka wystaw. Kolekcjonerka polskiego designu. Prowadzi własną firmę DESIGN BY PL i pisze o polskim designie na stronie designby.pl. Współtwórczyni marki VZÓR przywracającej klasyki polskiego wzornictwa. Założycielka i organizator akcji charytatywnej DESIGN DLA ZWIERZĄT. Niezależny konsultant projektów wdrożeniowych dla firm. Specjalistka w zakresie polskiego designu. Jeden z ekspertów w filmie „Poużywajmy sobie. Historia polskiego wzornictwa” produkcji Domo.tv - Canal+.

www.designby.pl


 

wizytówki

Komentarze:

loading
Nikt jescze nie skomentował tego artykułu.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.