Reklama

wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY
19 października 2017
wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY

"Czy na polski design jest realny popyt?" - z dr Krystyną Łuczak-Surówką rozmawia Zdzisław Sobierajski

Dlaczego warto prezentować polskie marki na targach i wystawach?

Zdzisław Sobierajski: Krystyno. Czy na polski design jest realny popyt? Przecież największy wolumen sprzedaży zawsze będzie w sektorze tańszych produktów, które też mają dobrze zaprojektowaną funkcję, ergonomię, styl, ekonomię produkcji, ale nie są uważane za „designerskie”.

Krystyna Łuczak-Surówka: One wszystkie są zaprojektowane, ale firmy często nie komunikują tego jacy ludzie stoją za tym produktem. A ja bym chciała zawsze wiedzieć. To nie musi być jakieś znane nazwisko. Moim studentom zawsze powtarzam, by zauważali projekty „no name”. W historii designu są takie, których autorów nie znamy. Może się kiedyś uda ich odkryć, a może nie. Ale to nie zmienia faktu, że to są znakomite produkty, które zapisały się w historii. Rozmawiamy o dobrym projektowaniu, wiec też o nich pamiętajmy.

A czy znasz takie marki, których właściciele dbają o to by pokazać proces powstawania ich produktów i ludzi, którzy je dla nas tworzą?

Ja myślę, że jeśli firma nie ma w swoim zespole osoby, która tego pilnuje i która to widzi, to powinna natychmiast taką osobę zatrudnić. Często mam tak, że jadę do jakiejś firmy, chodzę po fabryce, rozmawiam z ludźmi, oglądam proces produkcji i oczami wyobraźni widzę niesamowite obrazy. Potem idę korytarzem w dyrekcji i widzę zdjęcia które odbiegają daleko od tego co tam naprawdę się dzieje na tej hali. Wiem, że nikt tego nie widzi, ale nie mogę mieć pretensji do tych ludzi ponieważ wiem, że każdy w fabryce ma swoje zadanie. Ludziom z marketingu cyferki muszą się zgadzać. Fabryka to jest  życie kilkudziesięciu czy kilkuset ludzi.

Setki rodzin utrzymują się z tej pracy. Właściciele firm są za nich odpowiedzialni.

Tak. Za ich kredyty. Ich domy. Ich dzieci. Szkoły, opłaty i tak dalej. Z tego też trzeba zdawać sobie sprawę. Inaczej wygląda fabryka oczami gościa, a inaczej pracowników. Trzeba też pamiętać, że działania wizerunkowe nie od razu zwiększą obroty firmy, ale one będą umacniały pozycje marki i będą kapitałem na kolejne lata, bo cięższe momenty na rynku zawsze się zdarzają i trzeba je przetrwać. Im mocniejszą mamy markę, tym większą mam szansę. A poza tym buduje się jakąś jakość. Ja wiem, że jestem idealistką, każdy może mi to zarzucić i przyznaję się do tego. Jednak mając jakiś produkt, materiał, ludzi, technologię, to często jest tak, że jest to jakaś bardzo długa tradycja i potencjał. To jest właśnie serce tej firmy. Wartości. Nie pokazywanie tego jest błędem.

Czyli nie produkty, a wartości są świadectwem marki.

Tak, przecież produktów na rynku jest cała masa.

Chciałbym nawiązać do imprez targowych, które są naturalnym środowiskiem prezentowania marek. Chyba największym problemem jest to, że obok naszego stoiska nasi konkurenci  prezentują równie piękne produkty. Jak się wyróżnić? Jaką dałabyś receptę polskiemu przedsiębiorcy, który chce się wyróżnić na imprezie targowej?

Ja bym powiedziała tak. Na konkurencje się patrzy zawsze w pozytywny sposób, bo im jest jej więcej, tym bardziej się rozwijamy. Patrzmy nie na zasadzie zazdrości, ale pozytywnych obserwacji. Warto obserwować i analizować jakie produkty oferują, jak je zaprojektowano, jak one powstały. Moja rada brzmi: „lusterko i do przodu” - to jest jedna z moich maksym życiowych. Trzeba zawsze spojrzeć na siebie. Co ja mam? Czego ja oczekuję? Co ja mam do zaoferowania? Co ja mogę Wam dać? Potem rozebrać to na czynniki pierwsze, opisać w najprostszych słowach i na tym zbudować komunikat. Bo jak coś jest szczere i dobrze zakomunikowane to ludzie to zrozumieją. Zobaczą nas. W języku polskim jest słowo „patrzeć” i jest słowo „widzieć”. Ludzie nie tylko przejdą obok naszego stoiska i popatrzą, ale nas zobaczą. I wtedy będą widzieli wszystko co myśmy dla nich zrobili. Zapamiętają nas.

Jeśli dobrze sformułujemy przekaz to tak będzie. Dlatego najpierw trzeba wiedzieć kim się jest, co się oferuje. To są z pozoru proste pytania. Po co? Jak? Dlaczego? Dla kogo? Nasze stoisko powinno być odpowiedzią na te pytania. I trzeba sobie takie pytania zadać.

A potem takie stoisko zaprojektować.

Tak. A projektując pamiętać o zadaniu sobie ważnych pytań. Na jaką imprezę targową jedziemy? Kto będzie jej uczestnikiem? Jakie produkty są ważne? To są rzeczy, które komunikujemy. Gdy jakaś firma chce ze mną współpracować i mamy do zorganizowania jakieś wydarzenie zawsze zadaję im sporo pytań. Bez tego nie zbuduję świadomie komunikatów.

Bywasz na zagranicznych imprezach targowych. Czy widzisz jakieś powody dla których polscy przedsiębiorcy powinni wystawiać się w Europie?

Myślę, ze zdecydowanie powinni. Coraz więcej firm to dostrzega i wyjeżdża, bo widzi w tym zasadność biznesową. Targi zagraniczne, na które nie trzeba daleko jechać, bo wystarczy pojechać do naszych najbliższych sąsiadów, do Niemiec. Tam targi są perfekcyjnie zorganizowane. Szczególnie dla branży, którą my się zajmujemy. To są faktycznie biznesowe targi, gdzie wystawca wie za co płaci. Otrzymuje bardzo dużo w zamian. Nie tylko to, że ma stoisko, ale cały pakiet usług. Nawet jak pojedzie raz i przekona się jak jest traktowany, to nauczy się na czym polegają targi. Będzie potem uczył tych, którzy organizują targi w Polsce, że wystawca ma prawo mieć wymagania. Zobaczy jak się wystawiają inni. Zawsze jest jakaś celowość działań. Ja się bardzo cieszę z tego, że te polskie targi, dostrzegają to jak działają targi światowe, ale też dopasowują swoją ofertę do tego, jak funkcjonuje nasz rynek.

Zachowują pewną, polską lokalność.

Tak, bo rynek polski jest jaki jest i odbiorca też jest inny. Ma inne oczekiwania. A to nie oznacza że nie powinniśmy wprost porównywać targów niemieckich do targów polskich. Targi w Dusseldorfie, czy we Frankfurcie nie zbudowały swojej pozycji od razu. Pięćdziesiąt lat temu ich skala była całkiem inna niż dziś. Ale dzisiaj organizatorzy mają narzędzia, które sobie przez lata wypracowali. Targi we Frankfurcie należą do jednych z moich ulubionych. To niekwestionowany lider w kreowaniu trendów produktowych na kolejne sezony i zarazem niesamowicie precyzyjnie działająca machina biznesowa. Wystawcy często czekają latami w kolejce, by dostać się na Messe Frankfurt. Niesamowite jest to, że organizatorzy mają dla wystawców opracowany pakiet informacji o wybranych trendach zanim targi się zaczną. Wystawcy mają obowiązek wyselekcjonować produkty ze swojej oferty, po to żeby kuratorzy mogli stworzyć ekspozycję wystawy prezentującej najnowsze trendy w branży. Wystawcy z każdej strony czują się szanowanym partnerem. To też zobowiązuje. Takie targi jak Ambiente odbywają się w lutym, ale to jest kontraktowanie umów na cały rok. Mają część związaną ze świętami Bożego Narodzenia. To jest niesamowite. Jesteśmy w lutym, a widzimy produkty, które będą kupowane w grudniu. W lutym jeszcze ciągle jest zima, ale przecież Święta minęły. Lubię tą specyficzną poetykę. Kiedy tam jestem miewam takie momenty, gdy przechodząc korytarzami pomiędzy halami przystaję i myślę - pięć dni, ludzie z całego świata, duże kontrakty. Nie chodzi mi o ilość zer, tylko o to, że tutaj podejmowane są decyzje jakie produkty, w jakich miejscach, w jakiej ilości i w których miesiącach będą sprzedawane. To stamtąd wszystko się będzie rozjeżdżała na cały świat. Czy nie brzmi to magicznie? Chciałabym mieć taką maszynę liczącą jakie typy przedmiotów i gdzie się z Messe Frankfurt rozchodzą. Jak ja bym chciała to wiedzieć jakie są preferencje konkretnych rynków. Częściowo to jest robione w statystykach, które otrzymuje od Messe Frakfurt po targach i to jest fascynująca lekcja naszych wyborów. Mapa tego jak w różnych kręgach kulturowych przedmioty są postrzegane. Jak one potem funkcjonują. Jak różne mamy potrzeby. Sama droga od projektu do produktu jest długa.

A do produktu sprzedawanego na rynku jeszcze dłuższa.

Na Ambiente produkty są kontraktowane, potem w marcu, kwietniu i w kolejnych miesiącach rozchodzą się w konkretnych ilościach, na konkretne rynki po to byśmy mogli wejść do sklepu i je kupić. Te decyzje podejmowane są na targach. Przez pięć dni, na cały rok, na pięć kontynentów. To jest magia. Udany związek designu i biznesu.

Czy polskiemu producentowi, który zaczyna myśleć o tym jak będą wyglądały jego stoiska  na lokalnych targach w Polsce, takich jak Poznań, Ostróda, Katowice, czy Nadarzyn powinniśmy kibicować i trzymać za niego kciuki, by jak najszybciej znalazł swoje miejsce na takich targach jak Messe Frankfurt.

Oj tak. Nawet jeśli nie po to żeby się wystawić, to powinien pojechać, przyjrzeć się i porozmawiać z innymi wystawcami z Polski, których jest tam bardzo dużo. Wielu z nich jest we Frankfurcie konsekwentnie od lat. Od razu widać, że to im się musi opłacać. Nie robią tego dla przyjemności. Nie robią tego tylko po to, by „być” we Frankfurcie. Robią to dla biznesu. Dobrego biznesu dodajmy.

Ekonomiści z mojej wioski twierdzą, że z samych kosztów firma nie wyżyje.

Nikt z nas z samych kosztów nie wyżyje (śmiech). Takie targi to nie jest tylko koszt stoiska, trzeba pokryć koszty transportu, opłacić ludzi. Trzeba się do tego przygotować, a jak pokazuje życie, nie wszystkie firmy potrafią wykorzystać szansę. Ostatniego dnia targów Ambiente 2017 we Frankfurcie odwiedziłam stoisko dużej, polskiej marki. Kosztowało mnie to ogromne rozczarowanie. Kilkaset produktów do oglądania, ogromne stoisko, siedem osób obsługi, a wszyscy jakby byli na wakacjach. Ja oraz inni goście byliśmy przez niemal pół godziny traktowani jak powietrze. Wyszłam stamtąd zszokowana i rozżalona. Jak się okazuje można wydać pieniądze, by być na prestiżowych targach i tak naprawdę tam nie być. Na szczęście chwilę później w innej hali trafiłam na stoisko innej polskiej firmy. Profesjonalnie przygotowana ekspozycja. Ciekawe produkty. Ponad 90% eksportu. Obsługa miła, kontaktowa i profesjonalna. Obecność na targach to też jest jakaś lekcja dla wszystkich. Z tych dobrych warto korzystać.

Krystyno. Bardzo dziękuję, za jak zawsze bardzo inspirującą rozmowę.

Ja również dziękuję.

 -------------------------

 dr Krystyna Łuczak-Surówka

Historyk i krytyk designu. Absolwentka Instytutu Historii Sztuki UJ, gdzie jako pierwsza obroniła pracę magisterską, a następnie doktorską z historii polskiego wzornictwa. Obecnie pracuje nad habilitacją – monografią Teresy Kruszewskiej.

Wykładowca warszawskiej ASP. Prowadzi wykłady i szkolenia z zakresu designu na uczelniach wyższych oraz dla instytucji i firm. Autorka wielu publikacji z zakresu historii i teorii designu. Kuratorka wystaw. Kolekcjonerka polskiego designu. Prowadzi własną firmę DESIGN BY PL i pisze o polskim designie na stronie designby.pl. Współtwórczyni marki VZÓR przywracającej klasyki polskiego wzornictwa. Założycielka i organizator akcji charytatywnej DESIGN DLA ZWIERZĄT. Niezależny konsultant projektów wdrożeniowych dla firm. Specjalistka w zakresie polskiego designu. Jeden z ekspertów w filmie „Poużywajmy sobie. Historia polskiego wzornictwa” produkcji Domo.tv - Canal+.

www.designby.pl 

 

wizytówki

Komentarze:

loading
Nikt jescze nie skomentował tego artykułu.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.