Reklama

wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY
06 lutego 2018
wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY

O pięciu Red Dotach, edukacji i projektowaniu. Paweł Frej z Opus B Brand Design w rozmowie ze Zdzisławem Sobierajskim

Projektanci Zespołu Opus B Brand Design wierzą, że dobre opakowanie to podstawa – dzięki niemu produkt sam staje się swoim własnym nośnikiem reklamowym. Opracowując od wielu lat strategie marek, Opus B Brand Design zapewnia pełną synergię pomiędzy designem na najwyższym, światowym poziomie a wieloletnim doświadczeniem cenionej agencji reklamowej. Projekty Opus B zyskały uznanie klientów oraz zostały docenione w kluczowych międzynarodowych konkursach takich, jak Pentawards, Red Dot czy The Dieline.

Zdzisław Sobierajski rozmawia z Pawłem Frej - Brand Design Director'em w Opus B Brand Design.

Zdzisław Sobierajski: Zdobyliście aż pięć nagród Red Dot za Wasze projekty. Opus B Brand Design jest w polskiej czołówce.

Paweł Frej: Na co dzień nie myślimy o tym w taki sposób, ale rzeczywiście faktem jest, że w 2017 roku jesteśmy najbardziej nagrodzoną agencją brand design w Polsce. Nagrody są wspaniałą oceną tego, co robimy, jednak nie jedyną wartością dla naszego zespołu. One nobilitują i potwierdzają, że to, co robimy jest dobre, ale też wyznaczają dalszą drogę.

Projekty powstają zawsze w ścisłej współpracy z klientem. Jak się pracuje z polskimi zleceniodawcami?

Niekiedy dostajemy bardzo dobre, konkretne briefy, innym razem, nierzadko podczas pracy koncepcyjnej, musimy uściślać cele. Oczywistym jest, że najbardziej trudne są te zadania, w których klient ma swoją sztywną wizję, jest mało elastyczny i oczekuje od zespołu jedynie wykonania zaleceń. Z takimi modelami współpracy walczymy, staramy się edukować marketerów, jak tylko umiemy najlepiej. Model idealny według nas to taki, w którym klient i agencja są partnerami we wspólnej sprawie. Najgorsza forma współpracy to jedynie oczekiwania i pasywne podchodzenie do realizacji.

W naszym zespole wypracowaliśmy wiele przydatnych narzędzi, które pozwalają zachęcić klienta do interakcji i wspólnie obmyślać koncepcję. Korzystamy m.in. z bardzo popularnych dziś warsztatów design thinking, ale także z naszego autorskiego narzędzia, jakim jest Icon Maker – przeznaczonego do pracy nad nowymi produktami, które dopiero mogą wejść na rynek.

Czy często w takich relacjach spotykacie się z syndromem Zosi Samosi?

Owszem, tak jak wcześniej wspomniałem, niekiedy mamy do czynienia z klientami, których nie można przekonać do innych racji, niż ich własne. Generalnie jednak tendencja jest taka, że klienci coraz częściej oczekują od agencji kompleksowej obsługi, bazującej na wiedzy nabytej przez cały zespół projektowy. Z naszej obserwacji, naszych doświadczeń, wnioskujemy, że rola agencji brandingowej jest coraz większa, bardziej holistyczna – bo tak musi być, pojęcie brandingu wymaga szerokiego podejścia.

Z kim lepiej pracować? Z małą firmą, czy korporacją, która ma gotowe procedury?

Paradoksalnie, niekiedy łatwiejsza jest współpraca z mniejszymi firmami, gdzie decyzje podejmuje jedna lub dwie osoby. Taka prosta struktura pomaga w podejmowaniu odważnych decyzji, a machina zmian działa sprawniej i szybciej niż w wielkich międzynarodowych korporacjach, gdzie decyzje podejmowane są na kilku poziomach.

Masz doświadczenie edukacyjne. Byłeś kiedyś wykładowcą akademickim. Szkoły wyznaczają standardy?

Niestety z doświadczenia wiem, że system funkcjonujący w szkołach nie wymaga od prowadzących bycia na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się na rynku. Nie jest w stanie podążać za najnowszymi trendami w projektowaniu. Dziś mamy do czynienia z wielką rewolucją społeczną. Obejmuje ona takie tematy jak sposoby komunikacji, zmiany pokoleniowe, nowe systemy wartości – to powoduje, że sam profil nauczania powinien być bardziej elastyczny i modyfikowany co kilka lat. Mało tego, powinien być systemem wymiany myśli, wymiany także kadry, który pozwoliłby w dynamiczny sposób dostosowywać system nauczania do sytuacji na rynku. Obecny model jest zbyt zachowawczy.

Bardzo często słyszę od przedsiębiorców, że sami muszą kształcić młodych pracowników poza systemem edukacji. Czy kandydaci do pracy przychodzą przygotowani, czy trzeba ich dopiero uczyć zawodu?

Wiele osób kończy szkołę, nie będąc przygotowanym do zawodu i sytuacji, która dzieje się na rynku.

Zauważam też jeszcze jedną niepokojącą tendencję – studenci coraz częściej kończą edukację po trzecim roku, nie chcą już podejmować studiów magisterskich. Dlaczego tak się dzieje? Młodzi chyba nie wierzą, że mogą zyskać doświadczenie, które pomogłoby im odnaleźć się na rynku pracy, wolą zdobywać doświadczenie praktyczne szybciej. Nie wierzą, że uczelnie im w tym pomogą.

Na ogół kadra nauczycielska nie ma kontaktu z ludźmi prowadzącymi biznes. Nie funkcjonują dobrze relacje między, na przykład, studiami projektowymi, agencjami i uczelniami, pomagające przygotowywać młodych ludzi do wejścia na rynek i szkolące pod jak najbardziej praktycznym kątem.

Inną sprawą jest to, że przedsiębiorcy nie wierzą, że uczelnie są w stanie wykształcić pełnowartościowych pracowników, dlatego wiele firm podejmuje próby tworzenia własnych praktyk i staży zawodowych. Nasza agencja także posiada takie doświadczenia. Stworzyliśmy specjalny program stażowy dla studentów krakowskiej ASP, który pomaga przygotować studentów do pracy w branży kreatywnej. Nasz staż trwa rok. Po zakończeniu studiów, absolwent staje się pełnoprawnym członkiem zespołu kreatywnego.

Często problemem jest również ogólna wiedza studentów z zakresu marketingu. Studenci przychodzą do agencji i nie wiedzą co to jest brief, co to jest współpraca z klientem, nie znają podstawowych pojęć, które funkcjonują w codziennej relacji klient-projektant.

Wzrasta natomiast, wśród młodych ludzi, świadomość samego siebie. Studenci wiedzą, jak ważne jest przygotowanie portfolio. Coraz częściej szukają sposobów na ciekawe zaprezentowanie swoich prac, publikują je w social mediach, branżowych tytułach i platformach.

Problemy z jakością edukacji i kwalifikacjami absolwentów to chyba nie jest tylko polska przypadłość. Kiedyś pojechaliście odebrać nagrodę do Amsterdamu i tam na sympozjum, w którym uczestniczyli projektanci z całej Europy, wszyscy równo narzekali.

W Amsterdamie, podczas rozdania nagród EPDA Future Packaging, narzekano na podobne problemy, jakie spotykają nas, Polaków i naszych sąsiadów z całej Europy, ale dotyczyły one relacji na linii agencja-klient. Problemem bywa słabe określenie potrzeb przez klienta, złe briefy, nierealne oczekiwania i chęć dużej ingerencji w projekty, narzucanie standardów sprzecznych z analizą agencji czy obniżanie kosztów usług.  Co do poziomu edukacji nie było rozmowy.

Uczestniczysz w rynku od lat 90-tych. To długi staż. Najpierw była produkcja ulotek, potem reklama i design opakowań. Brand designem zająłeś się dopiero w 2005 roku. Miałeś już wtedy 12-letnią praktykę w biznesie. Dzisiaj można spotkać oferty „zrobimy ci branding w weekend”...

Pracę rozpocząłem w 1997 roku w agencji reklamowej. Końcówka lat 90-tych wymuszała przygotowywanie konkretnych rozwiązań promocyjnych, często bardzo holistycznych. Dlatego przygotowywałem wszelakiego rodzaju reklamy, od POS począwszy, na ATL skończywszy. W pewnym momencie zrozumiałem, że nie chcę zajmować się wszystkim, wybrałem to, co sprawiało mi najwięcej satysfakcji – branding i packaging.

Przez te wszystkie lata doświadczyłem naprawdę wielu form współpracy, dlatego wiem, ile czasu i energii potrzeba na stworzenie czegoś wartościowego, czegoś co jest w stanie przełamać standardowe myślenie na konkretny temat. Oferty „zrobimy ci branding w weekend” są po prostu śmieszne.

Potrzeba było dużo czasu na wypracowanie kontaktów, autorskich narzędzi i zbudowania zespołu?

Tworzenie zespołu to jedno z najtrudniejszych zadań, z jakim w pracy zawodowej przyszło mi się zmierzyć. To nieustająca praca nad tym, aby zespół działał harmonijnie. Ciągle budujemy mapę umiejętności naszych pracowników, aby wyłuskać wszystko to, w czym dana osoba jest naprawdę dobra, jakie ma talenty i jaką stylistykę preferuje. Ważne jest zbalansowanie osób z dużym doświadczeniem z młodymi projektantami.

I właśnie patrząc na wasze wdrożenia, w każdym projekcie widzę inną stylistykę. Czy to wynika z zatrudniania różnych projektantów do konkretnych zadań, czy zespół Opus B Brand Design potrafi pracować w różnych stylach graficznych?

Tak, jak najbardziej! Wręcz programowo staramy się budować zespół, w skład którego wchodzą osoby z różnymi wrażliwościami. Stąd tak różnorodne portfolio, jakim dysponuje nasza agencja. Każdy ma szansę zrealizować samego siebie w swojej estetyce, swoich predyspozycjach. Wielokierunkowość jest naszym dużym atutem. W DNA naszej marki Opus B Brand Design wpisana jest „ciekawość wszystkiego”.

Jedni mówią, że projektowanie to twórcza kreacja, a inni twierdzą, że krew, pot i łzy. Jak to wygląda w Opus B Brand Design?

Nieraz jest tak, że bardzo długo pracujesz nad danym projektem, często jesteś już nim zmęczony, aż nagle przychodzi ten wyjątkowy moment, który wszystko zmienia. W naszej pracy istnieją okresy euforii kreatywnej. Ta praca jest też bardzo nieprzewidywalna – niekiedy dostajemy brief i myślimy „wreszcie poszalejemy!”, a w czasie procesu nad koncepcją okazuje się, że jest całkiem inaczej.

Staram się, aby każdy podczas pracy pielęgnował w sobie postawę dziecka, wynikającą właśnie z niepohamowanej ciekawości świata. Lubię sytuacje, kiedy podczas projektowania mamy dużo zabawy, wtedy nic nas nie ogranicza.

A co by się stało, gdyby jakiś zły człowiek próbował by wam to wszystko zabrać?

Na szczęście nikt nam tego nie zabierze!

Opus B Brand Design to bardzo zgrany zespół. Patrząc na atmosferę to właściwie firma rodzinna. Czy to Red Doty wpłynęły na taką atmosferę?

Faktem jest, że prywatnie bardzo się lubimy. Możemy spędzać ze sobą długie godziny w biurze, nie męcząc się sobą wzajemnie. I to właśnie te relacje, ta dobra atmosfera w naszej agencji pozwoliła zdobywać nagrody. Warto dodać, że tych nagród nie dostają pojedyncze osoby, tylko teamy które potrafią razem tworzyć. U nas wszyscy są frontmanami.

A czy po zdobyciu aż 5 Red Dot Award, Opus B Brand Design znajdzie jeszcze na ścianie miejsce na kolejne nagrody i wyróżnienia?

Każda nagroda przynosi energię i chęć do dalszego działania. Wszystkich nas bardzo mobilizuje skonfrontowanie swoich umiejętności na arenie międzynarodowej i rywalizacja z najlepszymi w branży, dlatego proszę się nie martwić o miejsce na kolejne statuetki – znajdzie się…

W takim razie dziękuję za inspirującą rozmowę i trzymam kciuki za przyszłość najbardziej utytułowanej agencji.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

----------------------

Więcej informacji: http://opusb.pl/branddesign/

wizytówki

Komentarze:

loading
Nikt jescze nie skomentował tego artykułu.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.