Reklama

wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY
27 marca 2012
wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY

EXPO 2012. BIO(da)TA - rozmowa z Joshem Brevoortem

Josh Brevoort, amerykański architekt, jeden z członków zespołu projektującego pawilon BIO(da)TA (pracownie 0-Plus i STAVE) dzieli się z nami przemyśleniami dotyczącymi współczesnego projektowania ekspozycji targowych. Opowiada o swoim projekcie i procesie twórczym, szczegółach pracy nad pawilonem i roli ekologii w podejściu do zagadnień projektowych. Wywiad jest kontynuacją rozmów o Expo 2012 w Korei. Zachęca do dalszych rozważań nad pytaniami dotyczącymi ewolucji podejścia do projektowania oraz łamania barier konwencjonalnej architektury.

 

Karolina Radoń: Josh skąd wzięliście pomysł na projekt BIO(da)TA? Co było Waszą inspiracją?

Josh Brevoort:
Już od jakiegoś czasu w naszych realizacjach poszukujemy form pokrewnych zdolnym do adaptacji systemom ożywionym. Żywe organizmy zostały „zaprojektowane” w genialny sposób. Funkcjonują w idealnej równowadze ze sobą nawzajem i środowiskiem, i w sposób ekonomiczny zarządzają „infrastrukturą”: wodą, energią, powietrzem i odpadami, nie produkując przy tym toksycznych bio-produktów. O budynkach można myśleć w podobny sposób.

Studiując lokalizację działki przygotowanej na konkurs w Yeosu, zauważyliśmy, że chociaż sama sceneria jest bogata i piękna, zatoka została poważnie zniszczona przez wiele lat negatywnego wpływu sąsiadującego z nią industrialnego otoczenia (np. portu). Poszukiwaliśmy rozwiązania, które mogłoby zapoczątkować stopniową odnowę naturalnego ekosystemu zatoki. Panele na spodniej stronie podestów spacerowych mogłyby być zasiedlone przez małże i wodorosty, które filtrując wodę rozpoczęłyby proces samooczyszczania zatoki. Stopniowo odbudować mogłoby się również zdewastowane pogłębianiem dno morskie. Podesty dryfowałyby wraz z przypływami i odpływami oceanu, przemieszczając się swobodnie wzdłuż wybrzeża. Mieliśmy nadzieję, że będzie to wspaniały sposób na włączenie w projekt zwiedzających i przekonanie ich, że budynki, które tworzymy mogą być przyjazne środowisku i pozostawać z nim w symbiozie, przez są o bardziej wartościowe niż tradycyjne budynki-kontenery, który jedynie konsumują i zanieczyszczają.

Marzyliśmy, by zwiedzanie BIO(da)TA było porywającym doświadczeniem. Stale zmieniające się warunki sprawią, że odbiór naszego pawilonu nigdy nie będzie taki sam, a zwiedzający chętnie powrócą na wystawę.

 

K.R.: Jak długo pracowaliście nad projektem?

J.B.:
BIO(da)TA została zaprojektowana w przeciągu 4 miesięcy. Podczas tego okresu czasu budynek kilkakrotnie ewoluował. Towarzyszyły temu intensywne dyskusje pomiędzy członkami zespołu. Zastanawialiśmy się nad formą i celowością odejścia od typowej, „ikonicznej” postaci pawilonu EXPO, wiedząc jednocześnie, że taka propozycja ma niewielką szansę na wygraną w konkursie. Bez względu na wynik ważne było dla nas, by zaprezentować odbiorcom alternatywne spojrzenie na projektowanie, kładące nacisk na przeżycia zwiedzającego i percepcję otoczenia. Projekt to nie tylko „zręczna” forma, powinien on również pogłębiać wrażliwość odbiorcy – w BIO(da)TA „gość” staje się integralną częścią biologicznych procesów zachodzących w zatoce Yeosu.

 

K.R.: Jakie techniczne trudności napotkaliście podczas projektowania?

J.B.:
Najtrudniejszym wyzwaniem było zaprojektowanie pomostów zdolnych do adaptacji do zmiennych warunków pływów oceanicznych. Współpracowaliśmy z ARUP, by opracować rozwiązanie na poziomie schematu, później musieliśmy wrócić do desek kreślarskich i zmodyfikować nasze wizje pływającej „siatki morskiej” pomostów, a sam pawilon zaprojektować znacznie mniej obszerny niż początkowo zakładaliśmy. Trudne również było zachowanie odpowiedniego wyrazu pomostów. Ponieważ BIO(da)TA została zaprojektowana jako bioniczny system, a nie statyczna bryła, nie chcieliśmy ściśle kontrolować, w jaki sposób będzie transformować, ale pozwolić jej dostosowywać się do warunków dyktowanych przez otoczenie – ocean. Nadmierne zwiększenie jej powierzchni mogłoby jednak w pewnym momencie ograniczyć jej ruch. Zmaganie się z tym wyzwaniem było niezmiernie interesujące.

 

 

 

K.R.: Co myślisz o wybudowaniu BIO(da)TA w Polsce? Byłoby to możliwe?

J.B.:
Należałoby wykonać analizę i poznać warunki, jakie narzuca otoczenie. Nasz projekt wyrósł, jako odpowiedź na bardzo specyficzne warunki i lokalizację. Zaadaptowanie go w innym miejscu byłoby interesujące, ale decydującą rolę odegrają zastane warunki. Mogą one zdeterminować projektowanie, zmieniając wygląd pawilonu.

 

K.R.: Czy myśleliście o modyfikacji projektu? Unoszący się na wodzie bar czy restauracja byłyby fantastycznym pomysłem.

J.B.:
Podczas pracy nad projektem pojawiła się myśl, że znakomitym pomysłem byłby (oczywiście rozpatrując uprzednio poziom zanieczyszczenia) bar z ostrygami albo restauracja serwującą owoce morza. Czerpałyby one plony z podwodnej części pawilonu, a zwiedzający mogliby się raczyć najświeższym kim chi, zupą z małż albo świeżym sosem z ostryg prosto z zatoki.

 

K.R.: Czy projekt mógłby funkcjonować w okresie zimowym, gdy woda zamarza?

J.B.:
Nie, nie mógłby, ale sam w sobie mógłby być magicznym doświadczeniem, o wiele bogatszym od pływania po powierzchni oceanu.

 

K.R.: Czy BIO(da)TA jest sztormoodporna?

J.B.:
Planowaliśmy, że gdy pojawi się zapowiedź sztormu, podesty będą specjalnie zabezpieczane przez zniszczeniem.

 

K.R.: Czytałam na waszym blogu o DEWelectric (projekt, który uzdatniania wodę). Zajmujecie się tylko eco-designem?

J.B.:
Nasze biuro projektowe angażuje się również w wiele projektów, w których nacisk kładzie się bardziej na tradycyjne podejście do projektowania, niż eko-rozwój (z wielu powodów: decyzje klientów, budżet, program), staramy się jednak nigdy nie zapominać o ekologicznej wrażliwości. Dużo wysiłku wkładamy również w badania i prace teoretyczne. Niekoniecznie dostaniemy za nie wynagrodzenie, ale pozwalają nam one na eksperymentowanie z architekturą i tym jak może ona ewoluować w przyszłości. Dzięki naszym poszukiwaniom możemy wdrażać nowe idee i przykłady efektywnego i wydajnego projektowania, które przekraczają granicę konwencjonalnego podejścia do projektowania.

Jednym z takich projektów badawczych był właśnie DEWelectric. To forma land-artu, zaprojektowana jako pasywna instalacja wodno-energetyczna zlokalizowana w pustynnym klimacie wybrzeża Dubaju. W naszym projekcie staraliśmy się odpowiedzieć na wyzwanie zwiększającego się zapotrzebowania na energię i wodę, spowodowane gwałtownym rozwojem tamtego regionu. Obecnie woda jest tam towarem limitowanym, a większość wody pitnej uzyskuje się dzięki odsalaniu wody morskiej. Proces odsalania wymaga dużych nakładów energii i produkuje degradujący dla środowiska słony muł. Nasze rozwiązanie proponuje otrzymywanie wody pitnej w procesie naturalnego odparowywania, redukuje zużycie energii, jak również eliminuje uboczne zanieczyszczenia.

 

K.R.: Czy projektowanie ekologiczne ma przyszłość, wiele się na ten temat mówi, ale jak to wygląda w praktyce?

J.B.:
Sami jesteśmy ciekawi, w jakim kierunku podąży projektowanie. Architektura znajduje się obecnie w niezmiernie interesującym punkcie – na razie przeważają budynki projektowane tradycyjnie*, ale nowoczesna technologia, nowe materiały i nasza wiedza na temat wdrażania i odwzorowywania naturalnych procesów biologicznych, gwałtownie się rozwijają i są gotowe do zastosowania w praktyce.

Poszukiwanie nowych dróg projektowania jest dla nas dużym wyzwaniem. Wysokie koszty, obawa przed ryzykiem i olbrzymi nakład pracy zniechęcają do wdrażania i testowania nowych systemów, ale z punktu widzenia człowieka zmiany są niezbędne - industrializacja i globalizacja sprawiają, że nasza zdolność niszczenia staje się coraz gwałtowniejsza. Harmonijne wpisanie w środowisko i integracja budynku z otoczeniem ma na celu właśnie zminimalizowanie naszego wpływu na przyrodę.

(*”tradycyjnie” nie musi oznaczać „źle”, ale nie adaptując budynku do obecnych warunków, zaprzepaszczamy ogromną szansę)

 

K.R.: Czy w Seattle dużo mówi się o ekologii?

J.B.:
Seattle jest postępowe, troszczymy się o ekologię, ale raczej w wymiarze architektury zintegrowanej. Mamy szczęście żyć w mieście, które przywiązuje dużą wagę do poszukiwania odpowiedzi na pytania dotyczące naszej przyszłości ekologicznej.

 

K.R.: Czy jeżeli projektowałbyś budynek BIO(da)TA teraz to czy coś byś zmienił? Jeśli tak, powiedz co?

J.B.:
Minęło kilka lat od czasu, kiedy zaprojektowaliśmy nasz pawilon i technika poszła naprzód, jestem więc pewien, że na finalny kształt obiektu wywarłyby wpływ kolejne projekty i analizy, jakie przez ten czas sporządziliśmy, jednakże główna idea nadal się broni i jest pod wieloma względami interesująca.

 

 

K.R.: Czy myślisz, że Wasz projekt mógłby być inspiracją dla młodych projektantów?

J.B.:
Nie wiem, co młodzi projektanci myślą o naszym projekcie, ale mam nadzieję, że bez względu na specyfikę projektu i sposób realizacji stojących przed nami zadań, jego główne założenia mogą inspirować i wpływać na sposób myślenia o architekturze i budynkach w ogólności.

 

K.R.: Mnie BIO(da)TA fascynuje. Wydaje mi się, że wasz pawilon jest żywym organizmem unoszącym się na powierzchni wody - oddycha i porusza się jak roślina, jest zdolny przeżyć w środowisku morskim. W pewnym sensie to nowa forma życia. Co myślisz o projektach/budynkach, które zaczynają „żyć”?

J.B.:
Myślę, że projektowanie budynków funkcjonujących w ten sposób ma przed sobą przyszłość. Pracowaliśmy kiedyś nad propozycją dla miasta Seattle - w naszej wizji za 30 lat budynki zyskałyby specjalny system elewacji, który mógłby przetwarzać powietrze, wodę czy energię, podobnie jak tkanki ludzkiego ciała.

 

K.R.: Co to oznacza dla współczesnej architektury. Czy to nowy sposób patrzenia na design?

J.B.:
W dzisiejszych czasach przeważa jeszcze tradycyjny sposób myślenia o budynkach, jako o arbitralnie wygenerowanych, efektownych formach. Gdybyśmy byli w stanie tworzyć budynki zdolne do adaptacji w odpowiedzi na warunki środowiska - słońce, wiatr, wodę, światło, program, potrzeby, etc., nie tylko stałyby się one zdecydowanie bardziej wydajne, ale harmonijnie współistnieją z naturalnym systemem, które podtrzymuje nasze życie.

 

K.R.: Co myślisz o idei projektowania obiektów, które ożywają?

J.B.:
Sam pomysł, że budynki mogą same się organizować, reperować i być może nawet kopiować to już fakt, jest tylko kwestią czasu, kiedy będzie to w pełni możliwe. Ważniejszym pytaniem jest jak długo będzie to trwało? Kiedy technologia i nasze zdolności do manipulacji procesami biologicznymi przenikną do miejsc, które zamieszkujemy.

 

K.R.: Wasz projekt nie tylko „żyje” i wygląda jak roślina, ale tworzy wraz z poruszającymi się po nim ludźmi symbiozę -  jest więc w pewnym sensie „ożywiony” w różnych wymiarach.

J.B.:
W naszym podejściu do projektowania ważne jest, by budynki zachęcały mieszkańców, aby dostrajali się do otoczenia. Badamy sposoby, na jakie budynek może ewoluować, tak by harmonijnie wplatał się w sieci zależności istniejące w zastanej lokalizacji, a nie niszczył je, tworząc inwazyjną strukturę opierającą się na przestarzałych paradygmatach.


Zachęcam do wymiany poglądów na forum.

Autor artykułu:


arch. Karolina Radoń

krdesign.com.pl

 

 

wizytówki

Komentarze:

loading
Nikt jescze nie skomentował tego artykułu.

Reklamy

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.